Przyjęty w zeszłym tygodniu przez rząd projekt ustawy antylichwiarskiej przewiduje redukcję limitu kosztów pozaodsetkowych z obecnych 55 proc. wartości pożyczki w skali roku do 20 proc. W praktyce oznacza to, że większość firm będzie musiała zniknąć z rynku, a te największe przestaną udzielać chwilówek na okres do 30 dni. Koszty udzielenia pożyczki oraz ryzyko z tym związane (ok. 30 proc. udzielonych pożyczek nie jest spłacana) przekraczałyby potencjalny maksymalny zysk. Chyba że przedsiębiorcy znajdą sposób na obejście nowych regulacji, mimo że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro z przekonaniem perorował przed kamerami, że to ustawa, której się obejść nie da.

W kupie siła

Firmy pożyczkowe coraz częściej współpracują z firmami windykacyjnymi. Niektóre są już nawet w tych samych grupach kapitałowych, inne myślą o nawiązaniu współpracy.

– Nasz pomysł na zredukowanie obciążeń wynikających z nowej ustawy antylichwiarskiej zakłada szybkie przekazywanie niespłaconych pożyczek do zaprzyjaźnionego windykatora – przyznaje w rozmowie z DGP członek zarządu jednej z największych firm pożyczkowych na rynku. I dodaje, że firma ta będzie naliczała dodatkowe opłaty za windykację, którymi może się podzielić z instytucją pożyczkową.

Dla jasności: to w świetle prawa wątpliwe. Z przytłaczającej większości wyroków sądowych dotyczących spraw opłat windykacyjnych pobieranych od konsumentów wynika, że takowych pobierać nie wolno ponad limit wynikający z odsetek. Tyle że branża nadal to robi, licząc, iż dłużnicy nie skierują sprawy do sądu. Przyznaje to nawet Ministerstwo Sprawiedliwości, zachęcając, by osoby nękane przez firmy windykacyjne zgłaszały się do resortu oraz finansowanych przez resort poradni prawnych.

Pomysł jest więc taki: niespłacone firmie pożyczkowej należności trafiają szybko do windykatora. Ten nalicza dodatkowe opłaty, np. za wysłanie monitu, przeprowadzenie rozmowy telefonicznej lub wizytę w domu dłużnika. Gdy uda się wyegzekwować pieniądze, firma windykacyjna naliczonymi i pobranymi opłatami dzieli się z instytucją pożyczkową. Taki model działalności nie zapewni branży pożyczkowej zarobku, który zniweluje wszystkie negatywne skutki wejścia w życie nowych przepisów antylichwiarskich, ale te ostatnie istotnie ograniczy.

– Polacy potrafią kombinować. Wiara Ministerstwa Sprawiedliwości w to, że przedsiębiorcy nie znajdą luk w ustawie, jest naiwna. W dwa dni znaleźli jedną, w kolejny miesiąc znajdą kilkanaście kolejnych – uważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. I dodaje, że jeśli luki umożliwią przetrwanie pożyczkodawcom, to dobrze.

– Ponad dwa miliony Polaków korzysta z usług firm pożyczkowych. Większość z nich nie dostanie kredytu w banku. Dorżnięcie branży pożyczkowej nie spowoduje, że ludzie przestaną potrzebować pożyczek, lecz że zaczną szukać pieniędzy u ludzi wymykających się jakimkolwiek przepisom i nadzorowi – argumentuje Kaźmierczak.

Przekręt czy luka

To, że część firm pożyczkowych może chcieć kombinować, potwierdza Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych.

– Przy czym przedsiębiorcy zrzeszeni w PZIP nie są zainteresowani poszukiwaniem luk regulacyjnych, nawet jeżeli projekt ustawy antypożyczkowej do tego zachęca – zapewnia. Ale istnieje wiele firm, które w związku nie działają.

– Doliczanie dodatkowych opłat ponad ustawowe 14-proc. odsetki za zwłokę jest niedopuszczalne, ale to może być naturalna konsekwencja przeregulowania rynku. Miejsce transparentnych ofert zastąpią być może ukryte opłaty „dobrowolne”, koszty windykacji z powietrza i nadużycia wekslowe. Można oczywiście grozić wysokimi karami, ale ile osób wcześniej straci majątek? – zastanawia się Ryba.

Ministerstwo Sprawiedliwości rzeczywiście grozi wysokimi karami. Wiceminister Marcin Warchoł przekonuje, że trudno mówić o jakiejkolwiek luce. Prędzej o pomyśle przedstawicieli branży pożyczkowej, który jest niezgodny z prawem.

– Działanie windykatora zmierzające do wyegzekwowania długu oraz doliczenia dodatkowych wysokich opłat windykacyjnych będzie można zakwalifikować jako przestępstwo z art. 304 kodeksu karnego, czyli lichwę – mówi wiceminister. Jego zdaniem bez znaczenia jest to, jaki będzie podawany klientowi powód egzekucji. Liczy się to, o co w praktyce chodzi – czyli zwiększenie kosztów pozaodsetkowych. Gdyby jednak znaleźli się odważni, Warchoł zachęca obywateli do niezgadzania się na niekorzystne dla nich warunki spłaty zobowiązania.

– Posłużenie się przez firmę pożyczkową windykatorem naliczającym dodatkowe opłaty stanowiłoby czynność prawną mającą na celu obejście ustawy. W efekcie całą umowę pożyczki sąd powinien uznać za nieważną – argumentuje przedstawiciel MS. I dodaje, że mniej zaznajomieni z prawem ludzie będą mogli skorzystać z pomocy kilkudziesięciu poradni, które powstały dzięki finansowaniu z Funduszu Sprawiedliwości.

Etap legislacyjny

Ustawa przyjęta przez rząd

Czy ustawa antylichwiarska rozwiąże patologie istniejące na rynku?