Marek Niedużak, nowy wiceminister przedsiębiorczości…

...tylko dlatego, że Mariusz Haładyj został prezesem Prokuratorii Generalnej RP. Proszę gdzieś zaznaczyć, że moim zadaniem jest jedynie doprowadzenie do końca rozpoczętych przez niego projektów. Jemu się należą honory.

Ale to na pana spadnie krytyka za to, co złe.

Takie życie. Wiedziałem, na co się piszę.

Chce pan zwalczyć zatory płatnicze.

Nie da się ich całkowicie zwalczyć. Oczywiście, że bym chciał, ale wiem, że to bardzo trudne. Chcemy więc kłopoty przedsiębiorców związane z zatorami maksymalnie ograniczyć.

Zator płatniczy polega na tym, że jeden przedsiębiorca nie płaci drugiemu, drugi trzeciemu itd. Lawina.

Piekielnie bolesna dla biznesu. Problem przeterminowanych należności dotyka nawet 90 proc. firm w Polsce, a aż 32,6 proc. przedsiębiorców ma kłopot z terminową zapłatą za ponad 1/3 swoich należności.

A pan chce ograniczyć zatory płatnicze ustawą. Tymczasem jedna już jest – o terminach zapłaty w transakcjach handlowych. I ona nie działa. Dlaczego nowa ma być lepsza?

Ustawa o terminach zapłaty była wdrożeniem unijnej dyrektywy. Ustawodawca zrobił tylko to, co musiał. W naszej ustawie, która lada moment trafi do rozpatrzenia przez rząd, idziemy znacznie dalej. Wyraźnie wzmacniamy pozycję wierzycieli.

Idąc na przekór większości rządowych projektów, które wzmacniają dłużników, a nie wierzycieli.

Przesadza pan. Rzeczywiście część projektów przewiduje poprawę losu dłużników. Ale wiele, jak choćby wdrożony już pakiet wierzycielski, ma na celu ochronę wierzycieli.

I jak będą chronieni po wejściu w życie nowej ustawy?

Na dwóch płaszczyznach. W relacjach biznes-biznes wprowadzamy maksymalny termin zapłaty w relacjach asymetrycznych.

Ja już niewiele rozumiem, więc nasz czytelnik pewnie równie mało.

W największym skrócie i uproszczeniu: pan prowadzi biznes i ja prowadzę. Jeśli obaj prowadzimy małe firmy i umawiamy się na 120-dniowy termin zapłaty – w porządku. Jeśli obaj mamy duże biznesy i nadal na 120 dni – OK. Ale jeśli ja jestem właścicielem dużej sieci handlowej, a pan małej firmy, która dostarcza towar – maksymalny termin zapłaty będzie wynosił 60 dni. Jeśli nawet umówimy się na więcej, z mocy ustawy termin na zapłatę będzie wynosił 60 dni.

I co mi z tego, skoro i tak mi pan nie zapłaci...

Będzie pan mógł uzyskać te pieniądze w sądzie. A odsetki od nieuiszczonej przeze mnie płatności będą wyższe od standardowych. Ale doskonale wiem, że pan zaraz powie: ”Przecież nie pójdę do sądu, bo już pan u mnie nie zamówi„. Stąd druga płaszczyzna, która opiera się na interwencji państwa. Prezes UOKiK będzie mógł nakładać kary na przedsiębiorców, którzy nie płacą w terminie, choć mogliby. Wysokość kar będzie zależała od skali naruszeń, ale w przypadku największego biznesu i dużych opóźnień w płatnościach będą to nawet wielomilionowe kary. Założeniem jest, by były na tyle dotkliwe, by zniechęcić do wydłużania okresu spłaty ponad ustawowe 60 dni.

Postępowanie dowodowe prowadzone przez UOKiK może trwać latami.

Przepisy są zaprojektowane tak, by postępowanie trwało miesiące, a nie lata. Choć wszyscy się przecież zgadzamy, że trzeba surowo karać, ale tylko tych, którzy na to zasługują. No i nic nam po karze nałożonej na przedsiębiorcę, który popadł w finansowe tarapaty. To wszystko trzeba sprawdzić. Dlatego w przygotowanym przez nas projekcie proponujemy także wprowadzenie mechanizmu społecznej kontroli nad moralnością płatniczą. Największe firmy będą przekazywały dane dotyczące tego, w jakich terminach płacą swoim kon trahentom.

I za rok będę mógł wejść na stronę internetową i zobaczyć, że Lidl płaci w ciągu X dni, Biedronka w Y, zaś Carrefour w Z dni?

Otóż to. Wierzymy, że to zachęci duże sieci handlowe do płacenia swoim kontrahentom w terminie. Doskonale wiemy, że starają się one pokazywać społeczną odpowiedzialność swojego biznesu. Moralność płatnicza to więc doskonały motyw, by pokazać np., że nasza sieć handlowa płaci polskim rolnikom więcej i szybciej niż główny rywal rynkowy.

Wielu przedsiębiorców uważa, że jakąkolwiek ustawę byście przygotowali, i tak nie uda się ograniczyć zatorów, dopóki nie przyspieszy się cywilnych postępowań sądowych.

Dobrze działający system musi mieć i przepisy przeciwdziałające zatorom, i sprawną procedurę cywilną. My robimy to pierwsze. Tym drugim zajmuje się Ministerstwo Sprawiedliwości. W Sejmie jest już projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, który ma przyspieszyć rozpoznawanie spraw gospodarczych. Moim zdaniem to projekt całkiem udany. Wierzę, że oba akty prawne będą się uzupełniać.

Pomówmy o innych projektach resortu przedsiębiorczości. Właśnie weszły w życie zmiany w kodeksie spółek handlowych. I są krytykowane przez ekspertów.

Znam te zastrzeżenia m.in. z łamów DGP. Nie podzielam ich. Zgadzam się z tym, że nowe rozwiązania służą ”doregulowaniu„. Ale czy to wada w obliczu tego, że większość spraw, którymi się zajęliśmy, pozostała niejasna w orzecznictwie sądowym, z orzecznictwem Sądu Najwyższego włącznie? Prowadzenie biznesu wymaga poczucia stabilności. My ją zapewniamy. I tak, czasem czyimś kosztem, choć przecież niewielkim. We wczorajszym wydaniu wskazał pan, że składający rezygnację ostatni członek zarządu spółki kapitałowej będzie musiał pozostać na stanowisku 15 dni od dnia złożenia rezygnacji. Eksperci nazwali to ”uwięzieniem„ menedżera w spółce, w której nie chce być. Ale zastanówmy się nad alternatywą. Czy lepszym rozwiązaniem jest porzucenie funkcji i pozostawienie spółki, jej wspólników samym sobie, zaskoczenie ich? A co z ochroną wierzycieli? Krytykowane było też to, że w zarządzie spółki partnerskiej będzie musiał zasiadać co najmniej jednej partner. Profesorowie, z którymi pan rozmawiał, wskazują, że to ograniczenie swobody. Bynajmniej. Do tej pory wcale nie było wiadomo, czy ktokolwiek poza partnerami może być członkiem zarządu spółki partnerskiej. Dziś już wiadomo, że tak. A co najmniej jeden z partnerów musi wejść do zarządu, bo przecież nadal mówimy o szczególnej spółce osobowej, działającej wyłącznie w celu zawodowym. Nie wprowadzamy więc żadnej rewolucji. Nie zapominajmy przy tym, że większość propozycji z pakietu MŚP została dobrze oceniona. Przykładem może być uregulowanie w kodeksie cywilnym możliwości potwierdzenia czynności źle umocowanego organu osoby prawnej.

Rewolucją będzie natomiast prosta spółka akcyjna. I ona też jest krytykowana przez fachowców od prawa spółek.

Podstawowy zarzut oparty jest na tym, że mieszamy w kodeksie spółek handlowych. My wychodzimy jednak z innego założenia. Kodeks spółek handlowych ma służyć przedsiębiorcom. Do tej pory zaś dla start-upów nie było żadnej właściwej formy prawnej.

Może należało poprawić spółkę z o.o.?

Powiem panu, że nadal można ją poprawić. I gdy tylko resort sprawiedliwości zaproponuje reformę polegającą na uwspółcześnieniu spółki z o.o. – szczerze taką reformę poprę. Na razie jednak mamy dwa typy spółek akcyjnych, z których żaden nie odpowiada specyfice start-upów. Prosta spółka akcyjna zaś będzie. Wymagany będzie niewielki kapitał, kluczem będzie pomysł na biznes. Rozliczenia udziałów będą tak elastyczne, jak to tylko możliwe. I wreszcie – jako że 9 na 10 start-upów upada – prosta będzie likwidacja.

Same przepisy brzmią jednak w sposób skomplikowany.

Model idealny jest taki, że każdy obywatel jest w stanie zrozumieć każdą ustawę, każdy przepis, każdy ustęp. Oczywiście popieram to założenie, ale jest ono trudne do zrealizowania. Najważniejsze więc, by prawo było proste w praktyce. Przytłaczająca większość przedsiębiorców wcale nie czuje potrzeby rozumienia każdego najdrobniejszego przepisu. Co oczywiście nie zwalnia nas z obowiązku dbania o to, by regulacje były możliwie najprzystępniejsze w odbiorze. Rozumiem tych, którzy mówią, że nowych przepisów jest zbyt wiele. Musimy się z tym jednak pogodzić. Żyjemy w takich czasach, w globalnej, cyfrowej rzeczywistości – przed nami np. kwestia uregulowania takich spraw, jak sztuczna inteligencja, choćby samochodów autonomicznych – że prawa będzie jeszcze więcej.