Co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone. Potwierdził to w przełomowym orzeczeniu NSA. Przepisy stworzone przez ekipę Morawieckiego funkcjonują już nie tylko na papierze, lecz także w praktyce.
Władza publiczna może czynić tylko tyle, na ile przepisy jej pozwalają. Obywatele, w tym przedsiębiorcy, mogą zaś robić wszystko to, czego prawo nie zabrania. Ta – wydawałoby się – oczywista zasada jednak przez wiele lat nie obejmowała polskich przedsiębiorców. Jej wpisanie do ustawy – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 646 ze zm.), stanowiącej trzon Konstytucji biznesu, miało w ocenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii polepszyć byt prowadzących działalność. Większość przedsiębiorców jednak krytykowała pomysł, twierdząc, że nic się nie zmieni. I że sądy oraz urzędnicy nadal będą poszukiwali szczegółowych regulacji, zamiast powołać się na ogólną zasadę.
– Przyznaję, że nie wierzyłem, iż zasada „co nie jest zabronione, jest dozwolone” przyjmie się w orzecznictwie. Tymczasem uznał ją już Naczelny Sąd Administracyjny, i to zaledwie pół roku po wejściu w życie ustawy. Jestem mile zaskoczony – wskazuje Arkadiusz Pączka, dyrektor centrum monitoringu legislacji w Pracodawcach RP oraz sekretarz Rady Dialogu Społecznego.