Autopromocja

Woś: Bankowość ograniczonego przeznaczenia

Rafał Woś
Rafał WośDGP / Wojtek Gorski
30 listopada 2018

Złe banki pełne złych ludzi narobiły złych rzeczy – taka jest standardowa odpowiedź na pytanie o przyczyny kryzysu finansowego z 2008 r. Problem w tym, że nie jest to odpowiedź prawdziwa – przekonuje amerykański ekonomista Larry Kotlikoff.


Kotlikoff to w ogóle niezły numer. Lata temu należał do rady doradców ekonomicznych prezydenta Reagana (choć nie był tam szczególnie ważną figurą). Od dłuższego zaś czasu głosi potrzebę stworzenia w Ameryce trzeciej siły politycznej. Dwa razy (w 2012 i 2016 r.) sam nawet próbował kandydować na prezydenta USA. Oczywiście bez powodzenia.

Jego interpretacja systemu finansowego jest jednak zastanawiająca. Kotlikoff od samego początku sprzeciwiał się opowieści o wynaturzeniu systemu bankowego, które doprowadziło do krachu. Powiada tak: wyobraźmy sobie, że winni kryzysu (ludzie, zjawiska, instrumenty finansowe) stają przed ławą przysięgłych. Uczciwie rzecz biorąc, wszystkich z nich należałoby uniewinnić. Niespłacalne kredyty hipoteczne? Było ich zbyt mało, żeby wywołać nawet niewielki kryzys, nie mówiąc już o megakrachu – w najgorszym momencie stanowiły jakieś 2 proc. wszystkich pożyczek na amerykańskim rynku. To może bańka na rynku mieszkaniowym? Owszem, ceny nieruchomości przed 2007 r. rosły nieprzerwanie przez trzy dekady. Ale nie tak znowu gwałtownie, bo w sumie o 64 proc., zaś amerykański PKB zwiększył się w tym samym czasie o 170 proc. I nawet w okresie najbardziej intensywnego wzrostu (2004–2007) ceny szły w górę tylko o 2 pkt proc. szybciej niż gospodarka. Zjawisko zauważalne, ale znów nie takie, które mogłoby wyrwać drzwi razem z framugą. Szukajmy winnych dalej. Słynne derywaty, czyli skomplikowane instrumenty pochodne niebędące same w sobie papierami wartościowymi? Akurat większość (dokładnie trzy czwarte) z nich – dowodzi Kotlikoff, cytując najnowsze badania Ospiny i Uhliga – w latach 2007–2013 wielkich strat nie przyniosła. Może więc chodziło o nadmierną dostępność kredytów dla zwykłych obywateli? I tu pudło, bo przecież gdyby to była główna przyczyna, to dramat niespłacalnych kredytów hipotecznych byłby dużo większy niż owe 2 proc.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.