Tak zwana bogata Północ eksportuje na tzw. globalne Południe wiele rzeczy. Wśród nich coraz częściej również takie zjawiska jak... otyłość. Do takiego wniosku doszli ekonomiści Osea Giuntella, Matthias Rieger i Lorenzo Rotunno. Skupili się na Meksyku.
A w zasadzie na Meksykankach (dane na temat ich stanu zdrowia są pełniejsze, o mężczyznach wiemy mniej). Wynik badania jest następujący: według ekonomistów w latach 1988–2012 otyłość kobiet zwiększyła się w Meksyku znacząco. Głównie z powodu wzmożonego importu towarów spożywczych z USA. Wynika to wprost z analizy porównawczej zachowań konsumenckich. Te Meksykanki, które częściej sięgały po żywność wyprodukowaną albo przetworzoną przez firmy zza północnej granicy, przybierały na wadze znacznie szybciej. Zjawisko było szczególnie widoczne pośród biedniejszych klas społecznych. One kupowały więcej śmieciowego jedzenia ze Stanów. I właśnie tutaj plaga otyłości szerzyła się najszybciej. Dodajmy, że od czasu zawarcia układu NAFTA (strefa wolnego handlu między USA, Meksykiem i Kanadą) mniej więcej 80 proc. importu żywności pochodzi z Ameryki.
Autorzy tekstu nazywają to (dość przewrotnie, a nawet cierpko) nowym i zupełnie nieoczekiwanym „zyskiem” z handlu światowego. To przytyk do liberalnie nachylonych ekonomistów, którzy lubią podkreślać, że uwolnienie handlu międzynarodowego przyniosło biedniejszym uczestnikom wymiany rozliczne korzyści. Głównie dostęp do tańszych towarów oraz szerszy wybór niż w gospodarce zamkniętej. Według Giuntelli, Riegera i Rotunna trzeba do tego dodać jeszcze zysk w postaci... zyskania na wadze przez sporą część obywateli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.