Zsolt Darvas z Instytutu Bruegla: Polska goni Niemcy i to przekłada się na malejące nierówności w dochodach w całej UE.
Zsolt Darvas, Instytut Bruegla / Dziennik Gazeta Prawna
Rekordowo niskie różnice w dochodach w UE to zasługa krajów Europy Środkowej i ich rosnących gospodarek?
Rzeczywiście jednym z najważniejszych powodów, dla których nierówności w Europie maleją, jest to, że dochody w Polsce, Rumunii i innych krajach Europy Środkowej rosną znacznie szybciej niż w państwach zachodnich. W ten sposób nierówności w UE traktowanej jako całość spadają.
Reklama
Polska goni Niemcy i to przekłada się na malejące dysproporcje. Dochody w Polsce wciąż są jednak poniżej unijnej średniej. Jeśli dalej będą rosły, luka w dochodach pomiędzy najbiedniejszymi a najbogatszymi w Europie nadal będzie się zmniejszać.

Reklama
Ale w tym ogólnie dobrym dla całej UE pomiarze kryją się też złe wiadomości dotyczące krajów na południu kontynentu, gdzie nierówności wzrosły. Widać wyraźnie, że kryzys w tych krajach najbardziej dotknął biednych, natomiast bogaci prawie nie ucierpieli.
Ta tendencja się utrzyma? Europa Środkowa będzie się bogacić, a Europa Południowa biednieć?
Sytuacja w Hiszpanii zaczyna się poprawiać. Największym znakiem zapytania w UE są natomiast Włochy. Problemy włoskiej gospodarki mają charakter strukturalny i są długotrwałe. Jednym z nich jest bardzo niski wzrost produktywności. Z tymi trudnościami nie poradził sobie żaden rząd od ponad trzech dekad. Biedni biednieją, bogaci się bogacą. Nowy rząd chce to odwrócić, ale to bardzo trudne zadanie.
Kraje środkowoeuropejskie dają sobie teraz świetnie radę. Ich gospodarki rosną szybciej niż te na zachodzie kontynentu, nawet Chorwacja i Słowenia wyszły ze swoich własnych głębokich kryzysów. Państwa te mają przed sobą dobre perspektywy w nadchodzących latach, wciąż ich atutem będą wschodzące rynki, dzięki czemu będą mogły przyciągać zagraniczne inwestycje, jak ostatnio Węgry, gdzie BMW otworzyło nową fabrykę.
Nierówności dochodowe w tych krajach będą maleć?
To już kwestia o wiele bardziej skomplikowana. Tu wiele zależy od polityki publicznej. Wiele krajów preferuje liniowy podatek od dochodu, który bardzo utrudnia wyrównywanie nierówności dochodowych, bo wynagradza bogatych i w odróżnieniu od podatku progresywnego zwiększa ciężary ponoszone przez biednych. To może oznaczać, że mniej majętni będą wolniej się wzbogacać, niż by mogli.
Podczas gdy w Europie rozwarstwienie w dochodach jest rekordowo małe, w Stanach Zjednoczonych stale rośnie. Rozdźwięk między UE a USA jest rekordowy. Dlaczego to właściwie ma znaczenie?
Ekonomiści są podzieleni – jedni mówią, że duże nierówności osłabiają wzrost gospodarczy, drudzy twierdzą, że wręcz przeciwnie – stymulują. Ale wzrost gospodarczy to nie wszystko. Im większe rozwarstwienie w dochodach, tym większe poczucie niesprawiedliwości społecznej. Dzieci biednych pozostają biedne, a dzieci bogatych bogate, co zamyka drogę rozwoju dla utalentowanych, ale biednie urodzonych. Poza tym w krajach, gdzie nierówności finansowe są duże, ludzie chętniej głosują na populistów. Według moich badań rozwarstwienie w dochodach w Wielkiej Brytanii miało wpływ na wynik referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE. Nierówności mogą być czynnikiem destabilizującym państwa i dlatego powinny być traktowane jak problem do rozwiązania.
Nierówności nierównościom nierówne
Mówiąc o nierównościach, warto pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim o tym, że ich spadek w całej Unii Europejskiej nie oznacza, że w każdym z państw członkowskich proces ten zaszedł w podobnym stopniu – lub że w ogóle zaszedł. Jak wynika z analizy Bruegla, w niektórych krajach UE różnice w dochodach między najbogatszymi a najuboższymi w latach 2007–2016 wzrosły. Dopiero po uśrednieniu tych wszystkich procesów dla każdego z państw członkowskich uzyskujemy spadek.
Poza tym ważne jest, pod jakim kątem badamy nierówności. Bruegel skupił się na nierównościach dochodowych, ale zjawisko to można rozpatrywać także pod kątem różnic majątkowych. Pod tym względem Polska wypada na tle innych krajów europejskich całkiem nieźle – po prostu majątku najzamożniejszych Polaków nie dzieli aż taka przepaść od majątku niezamożnych mieszkańców naszego kraju. Nie znaczy to jednak, że „majątkowo” zbliżyliśmy się bardziej do Zachodu – Europejczycy zza Odry są bowiem znacznie zamożniejsi pod tym względem.
Wytłumaczeniem dla obydwu tych obserwacji jest to, że gromadzenie kapitału odbywa się u nas zaledwie od 30 lat. Ponieważ znaczącym wydatkiem dla wielu polskich gospodarstw domowych jest kredyt mieszkaniowy, toteż zaczynają one proces budowy kapitału tak naprawdę dopiero po jego spłacie. Tymczasem u naszych sąsiadów zza Odry proces gromadzenia kapitału trwa przynajmniej od czasów powojennych, a niekiedy nawet dłużej.