Od roku obowiązuje ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi, której egzekwowanie powierzono Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Choć nowe prerogatywy UOKiK spotkały się z zarzutem nadmiernej ingerencji państwa w relacje handlowe, wpisują się one w unijny trend. Komisja Europejska ogłosiła niedawno projekt dyrektywy o celach zbliżonych do polskiej ustawy.
KE wskazuje nieuczciwe praktyki, które przynoszą producentom rolnym straty szacowane na 10 mld euro rocznie. To np. klauzule umożliwiające sieciom odmowę odebrania zakontraktowanych wcześniej towarów łatwo psujących się oraz opóźnianie opłat za dostarczoną żywność. Komisja wskazuje na czynnik strachu powodujący, że mały czy średni dostawca niechętnie wytoczy sprawę sieci handlowej czy gigantowi z branży przetwórczej, bo może to oznaczać trwałą utratę rynku zbytu. Polska praktyka wskazuje, że skargi trafiają do sądu dopiero wtedy, gdy relacje między kontrahentami przeradzają się w otwartą wojnę (prawnicy nazywają je sprawami rozwodowymi).
Przedstawiciele sieci wskazują, że proponowane rozwiązania będą prowadziły do ochrony niewydajnych przedsiębiorców, a karały ich wydajnych konkurentów. Argumentują, że to dzięki nim mali i średni dostawcy wchodzą na nowe rynki i uzyskują dużo wyższe obroty. Konsumenci też mogą stracić, gdyż sieci optymalizują relację cena–jakość–wybór. Konkurencja o konsumenta jest tak ostra, że ogranicza swobodę narzucania warunków kontrahentom i wymusza presję na marże dla wszystkich na każdym etapie łańcucha dostaw. Zwłaszcza w krajach, gdzie poziom koncentracji w handlu nie pozwala nikomu na zbliżenie się do pozycji dominującej na rynku.
Według szacunków największa polska sieć handlowa, Biedronka, ma ok. 20 proc. rynku, jej konkurenci – Lidl i Auchan – ok. 10 proc. W porównaniu z Niemcami, gdzie cztery największe sieci mają prawie 90 proc. rynku, to niski poziom koncentracji. Tyle że koncentracja na rynku producentów i przetwórców też jest w Polsce niższa, co oznacza słabą pozycję przetargową producentów (z pominięciem globalnych firm). Dlatego praktyka kontraktowania to bardzo twarda gra wobec słabszych.
UOKiK prowadzi kilkanaście postępowań o nadużywanie przewagi kontraktowej. Urząd wydał już pierwszą decyzję – w sprawie spółki Cykoria zajmującej się skupem warzyw od rolników. Według urzędu firma nadużywała siły kontraktowej, by opóźniać płatności i przerzucać na rolników dużą część ryzyka związanego z sezonowością dostaw. Spółka zobowiązała się do zaprzestania tych praktyk, a UOKiK odstąpił od nałożenia kary.
Urząd przeprowadził też badania rynku pod kątem wykorzystywania przewagi kontraktowej. W branży mleczarskiej notorycznie dochodzi do sporów rolników, mleczarni i dużych sieci. Rolnicy dostają furii, gdy widzą, że cena mleka w sklepach jest kilkukrotnie wyższa niż w skupie. Nie przyjmują argumentacji, że wartość dodana polegająca na przetworzeniu, opakowaniu i transporcie mleka jest olbrzymia. W ocenie przetwórców to sieci są odpowiedzialne za niskie ceny, bo mogą je uzyskać ze względu na konkurencję między mleczarniami i nadprodukcję mleka. Sieci podnoszą, że to działa na korzyść konsumentów.
W sprawozdaniu z badania UOKiK zwrócił szczególną uwagę na klauzule wyłączności na dostawy. Do tego stopnia, że komunikat zawiera podtytuł „Obowiązek wydania całego mleka z gospodarstwa pod groźbą kary. To nie opis polskiej wsi z XVI w., lecz umowa mleczarni z rolnikiem w 2018 r.”. Urząd zarekomendował przetwórcom zmiany w umowach i zagroził karami.
Dopóki UOKiK nie wyda nowych decyzji, firmy trochę po omacku starają się zmniejszyć ryzyko prawne. Ale interpretacje tego, co może stanowić nadużywanie przewagi kontraktowej, są rozbieżne. Tworzy to napięcia w relacjach pomiędzy dostawcami a sieciami. Producenci twierdzą, że najbardziej konserwatywne są niektóre duże sieci handlowe. Z obawy przed UOKiK dążą do zaprzestania świadczenia dodatkowych usług dla dostawców. Chodzi nie tylko o opłaty półkowe, czyli dodatkowy upust za dobrą ekspozycję towaru.
Postęp technologiczny w produkcji i logistyce spowodował, że pojawiło się wiele dodatkowych usług, a kontrakty między sieciami a dużymi i średnimi dostawcami stały się skomplikowane. Są korzystne dla wszystkich uczestników obrotu, ale najbardziej dla dostawców, którzy mogą monitorować preferencje konsumenckie i w czasie rzeczywistym modyfikować produkcję w zależnościo od popytu. Lody i piwo to przykłady produktów, na które zapotrzebowanie się zmienia w zależności od pogody, a śledzenie go jest efektywne kosztowo. Dlatego producenci negocjują z sieciami zgodę na „zarządzanie półką” przez swoich przedstawicieli handlowych.
Inne usługi, którymi producenci są zainteresowani, to korelowanie promocji sklepowych z ich reklamami w prasie i telewizji czy koordynacja logistyki. Rozliczenia i wycena tych usług to skomplikowany proces, negocjowany indywidualnie w zależności od produktów, skali dostaw i siły poszczególnych marek. To tworzy dla sieci ryzyko, że niektóre opłaty zostaną przez UOKiK uznane za nadmierne, zwłaszcza jeżeli stawki czy rabaty będą różne dla różnych kontrahentów. Dlatego część detalistów odmawia świadczenia tego typu usług i decyduje się na powrót do starej metody rozliczeń, nazywanych w branży „net-net”. Sieć płaci tylko za towar dostarczony do sklepu i sprzedany, nie dając dostawcy dostępu do bieżącej informacji, czy i w jakim tempie schodzi z półki. Co gorsza, w wielu przypadkach sieci oczekują, że cena, która poprzednio wliczała dodatkowe usługi, nie zmieni się. Paradoks polega na tym, że z obawy o posądzenie o nadużywanie swojej siły niektóre sieci odmawiają świadczenia dodatkowych usług korzystnych dla dostawców. Powstaje ryzyko, że skutek ustawy będzie odwrotny od zamierzonego, a najbardziej ucierpią zaawansowani technologicznie średni dostawcy, przede wszystkim polskie marki.
Z wypowiedzi przedstawicieli UOKiK wynika, że wiedzą oni, iż restryktywne interpretowanie nowych regulacji może przynieść więcej szkody niż pożytku. Urząd dogłębnie bada każdy przypadek, więc na orzecznictwo, które dałoby branży wskazówki co do wykładni przepisów, możemy poczekać. Wskazówki takie pomogłyby ujednolicić standardy i wyeliminować rozbieżne interpretacje prawne, które komplikują działania firm i szkodzą uczciwej konkurencji. A stan niepewności nie służy nikomu – ani producentom, ani sieciom, ani konsumentom.