Sporo się ostatnio mówi i pisze o nierównościach rosnących na Zachodzie. A takie miejsca jak na przykład Chiny? Kto tam zjadł owoce pędzącej przez lata gospodarki? Odpowiedź na to pytanie może być zaskakująca.



Trochę światła na Państwo Środka rzuca w jednym ze swoich ostatnich tekstów serbsko-amerykański spec od nierówności Branko Milanović. Porównuje on rozkład dochodów w Chinach w 2003 r. oraz dekadę później. Dochody chińskich gospodarstw domowych rosły w tym okresie o średnio o 9,3 proc. To już po uwzględnieniu inflacji i opodatkowania.