To było tak. Zbliżały się święta, więc postanowiliśmy podsumować kończący się rok. Tradycyjnie spotkać się gdzieś na Nowym Mieście, tradycyjnie zjeść śledzia. Wszystko przebiegało, jak chcieliśmy, bardzo tradycyjnie. Do momentu, kiedy zostaliśmy w restauracji sami i trzeba było uregulować rachunek. Że byliśmy ostatnimi gośćmi, to też była tradycja. Nowe pojawiło się przy płaceniu. Kelner oświadczył, że nie przyjmuje kart kredytowych, tylko gotówkę.



Szczegółów nie dochodziliśmy. Nieważne, czy było to spowodowane tym, że zepsuł się terminal, czy może komornik zajął rachunki bankowe. Zaczęliśmy szperać po kieszeniach, ale zbyt dużo nie udało się z nich wyciągnąć. Tej jesieni i zimy w wielu miejscach były „awarie terminali”.
Na szczęście działały telefony, wszyscy byliśmy w znakomitych humorach, zapytałem więc kelnera, czy może gra w „World of Warcraft”. Bo mam trochę tokenów z tej gry i mogę mu je przekazać w ramach spłaty zadłużenia. Na razie są wymieniane na gotówkę tylko sklepach z grami komputerowymi. Ale słyszałem, że mają być notowane na internetowej giełdzie tokenów. I powinny być dobrą inwestycją. Kiedy kelner zaczął się wahać („no nie wiem”), mój kolega pochwalił się, że ma boostery do gry „Gorąca randka Blondynki”. Chociaż nie wie, skąd się one znalazły w jego telefonie, bo on w tę grę nigdy nie grał i nie miał z nią nic wspólnego, a zbieżność jego przezwiska z jednym z nicków w tej grze jest zupełnie przypadkowa. Jeszcze inny kolega miał „złoto” z „World of Tanks”. I tak wspólnymi siłami uregulowaliśmy rachunek, przekazując kelnerowi: tokeny, boostery, ikony przywoławcze oraz kule z łupami (looty).
Reklama
Minął rok. Jak zwykle za szybko. Zbliżały się kolejne święta, więc postanowiliśmy spotkać się na kolejne podsumowanie. Mieliśmy problem z wyborem miejsca, bo poprzedni lokal uznaliśmy za spalony. Udaliśmy się na inną ulicę, gdzie ceny były dwa razy wyższe, ale za to jakość o połowę niższa. Weszliśmy i... od progu powitano nas jak najznamienitszych gości. Szef zapowiedział, iż podejmie nas na koszt firmy. Nie muszę opisywać naszego zdziwienia. Po jakimś czasie przybiegł właściciel restauracji, w której rok wcześniej zapłaciliśmy tokenami, zapytał, czy może się przysiąść i zaczął opowieść.
Okazało się, że otrzymane rok wcześniej „przedmioty” wymienili. Za pięć tokenów kupili 15 niebieskich esencji, za 20 – fragment klucza, a za 120 – Ikonę i Ramkę Mistrzowskiej Ashe. Zaryzykowali, ale było warto. Później były święta i przyjechał szwagier z Michałowic pod Warszawą. Opowiedział, że na sąsiedniej ulicy była tam kiedyś Pizzeria Gigi, ale została zlikwidowana, a budynek wystawiono na sprzedaż. Teraz siedzibę ma tam firma Crypto, która należy do panamskiej spółki Crypto Capital Corp. A ta jest operatorem giełdy bitcoinów Bitfinex. Rachunki bankowe ma w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach. Tam mają zresztą siedzibę inne spółki i giełdy. Na przykład giełda Cexio Exchange posługuje się adresem biura z Londynu, ale pieniądze przesyłane są do tej samej byłej pizzerii.
Posiedzieli ze szwagrem i pomyśleli, że oni też mogą. Na Dzikim Zachodzie twierdzono, że zamiast napadać na banki, powinno się je zakładać. Doszli więc do wniosku, że nie powinni kupować kolejnych tokenów czy mozolnie kopać kryptowaluty, tylko je emitować. Zrobili małe luzowanie ilościowe, czyli wypuścili własną publiczną emisję. Długo zastanawiali się nad nazwą, bo dobra nazwa to połowa sukcesu. Wybrali AmberCoin, bo AmberGold było już zajęte. Zrobili ofertę publiczną.
Na giełdach notowanych jest już ponad 900 różnych kryptowalut. Nazw nie da się spamiętać, ale można wzajemnie wymieniać się tymi walutami z innymi pasjonatami luzowania. Na początek nawiązali kontakty z właścicielami pakietów kontrolnych takich wynalazków, jak: OysterPearl, AurumCoin, MetalCoin, GoldMint, GoldCoin, MindCoin, Xaurum, RubyCoin oraz PlatinumBar. Stosowali metodę „plump and dump” zmodyfikowaną o powszechnie stosowane zasady wyceny wykorzystywane przy wymianie jednego psa za dwa koty. Wszystkie notowania „surowcowych walut” wzrastały. Później na trochę dłużej zainwestowali w CannabisCoin, PizzaCoin oraz SexCoin. Logicznym następstwem były inwestycje w Genesis Vision Token, DeusCoin, SkyCoin, SolarCoin, CometCoin, Ethos, Gnosis, Astral, a także ZenCash i CapriCoin. Kiedy stali się bogaci, zostali mecenasami sztuki. W portfelach mieli ArtByte, Po.et i MagicCoin.
Ale inwestorzy boją się rzeczy, których nie rozumieją, i wolą bardziej przyziemne wizje. Dlatego kolejną wymianę zrobili na TeslaCoin. To okazało się bardzo dobrą inwestycją. Później ktoś ich namówił na PutinCoin. Niestety. Zdecydowali się więc odejść od ekonomii fintech i część Putinów wymienili na Gorbatschow. Wódkę, którą teraz poczęstował nas gospodarz.
Tu opowieść została zawieszona. O co chodzi? – zapytałem nieśmiało. Nie wiemy co dalej – odpowiedzieli restauratorzy. – Kolejne nasze inwestycje to: Bubble, RuletteCoin, CassinoCoin, FantomCoin oraz InflationCoin. Poradźcie coś, panowie.
Wychodząc, tradycyjnie jako ostatni, zaproponowaliśmy stare dobre CarbonCoin.