Tak źle nie było od co najmniej ośmiu lat. W minionym roku upadło ponad 200 firm – głównie hurtowników.



Liczba bankructw rośnie drugi rok z rzędu. W 2017 r. o ponad 14 proc. rok do roku, a w 2016 r. o 12 proc. – wynika z danych Coface.
Lawina upadłości w branży handlowej zdaniem ekspertów dopiero się rozpędza.
Reklama
– To konsekwencja konsolidacji, która nasiliła się w ostatnich dwóch latach i z każdym rokiem będzie postępować – uważa Jarosław Frontczak, analityk handlu detalicznego w firmie PMR. Świadczy o tym poprawa finansów największych graczy i coraz większe kłopoty mniejszych firm. Przykład z ostatnich dni to wyniki Stokrotki, która pochwaliła się przychodami 2,518 mld zł w ubiegłym roku (o 8,4 proc. więcej niż w 2016 r.). A z drugiej strony Piotr i Paweł przyznał oficjalnie, że szuka inwestora, który przejmie pakiet większościowy spółki i wzmocni jej potencjał finansowy.

Reklama
– Najwięksi gracze rosną szybciej, niż wynikałoby to ze wzrostu wskaźnika konsumpcji. Zdobywają rynek kosztem mniejszych podmiotów, które nie mogą zaoferować klientom tak dobrych cen, bo ze względu na skalę działania nie są w stanie uzyskać dobrych warunków zakupu od dostawców, w tym odpowiednio długiego kredytu kupieckiego – wyjaśnia Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface.
Eksperci wymieniają jeszcze inne powody kłopotów sieci detalicznych. Za sprawą inflacji odżyła wojna cenowa, co ogranicza marże handlowców. Klienci robią też więcej zakupów online. W ubiegłym roku – jak szacują analitycy – wydali w sieci ok. 40 mld zł, czyli o 15 proc. więcej niż w 2016 r. Choć to wciąż niewiele, bo dla porównania cały handel detaliczny jest wart 750 mld zł.
– Polska powoli dołącza do takich krajów jak Wielka Brytania czy USA, gdzie z powodu handlu internetowego na masową już skalę padają sieci detaliczne – wyjaśnia Tomasz Starus, członek zarządu do spraw oceny ryzyka w Euler Hermes i dodaje, że ostatnio głośno było o kłopotach odzieżowej sieci H&M, która za późno weszła w internet, przez co część klientów odebrała mu działająca od lat w sieci konkurencyjna Zara.
Klienci zmieniają też zwyczaje zakupowe – wolą kompleksowe zakupy, w dobrych cenach, bez stania w kolejkach, które można zrobić wygodnie blisko domu lub w sklepach dysponujących parkingiem. Na podążanie za takimi potrzebami klientów stać tylko największe sieci, które mogą dopasowywać format sklepu do lokalizacji – mniejszy na osiedlu, większy na obrzeżach miasta lub w galerii handlowej, a taki z kącikiem gastronomicznym w centrum biznesu czy na dworcu.
W minionym roku w branży detalicznej upadło 61 małych i średnich firm, w tym m.in. Alma Market, Matras czy Praktiker. Ostatnio tak źle było w latach spowolnienia gospodarczego – 2012 i 2013 r.
– Może jeszcze nie w tym roku, ale na pewno w ciągu najbliższych kilku lat zniknie kolejna znana marka – twierdzi Jarosław Frontczak.
Niedawno wśród takich firm wymieniano Carrefoura w związku z jego słabymi wynikami finansowymi. Sieć zainwestowała jednak w omnichannel, nowe technologie i małe sklepy, co przysporzyło jej klientów. Analitycy wskazują, że upadłości możliwe są też w innych branżach niż spożywcza – mowa o ADG/RTV czy kosmetycznej. Na niekorzyść obu działa rosnąca sprzedaż online oraz w dyskontach.
Na razie, jak wynika z danych Coface, w branży handlowej najwięcej upadło w minionym roku hurtowni – 141, niemal o 26 proc. więcej niż w 2016 r. Kurczy się rynek detaliczny, przez co maleje liczba odbiorców, a do tego rosnące w siłę sieci inwestują we własne centra dystrybucyjne.
– W handlu hurtowym widoczny jest też efekt kontroli skarbowych. Negatywne ich wyniki i nakładane kary czy domiary podatku były przyczyną wielu upadłości albo restrukturyzacji, zwłaszcza w sektorach IT i sprzętu RTV, AGD – podkreśla Marcin Siwa.
Upadłości w branży handlowej / Dziennik Gazeta Prawna