Nie wszystkie kontrolowane przez Skarb Państwa spółki dostosowały w terminie wynagrodzenia swoich menedżerów do wymogów nowej ustawy kominowej.
Zgodnie z obowiązującymi od września zeszłego roku regulacjami ministrowie rządu Beaty Szydło mieli najpóźniej do czasu odbycia walnego zgromadzenia akcjonariuszy – podsumowującego dokonania podległych im spółek w 2016 r. – wprowadzić nowe zasady wynagradzania członków zarządów i rad nadzorczych. Ten termin upłynął 30 czerwca. Do tego czasu budzące najwięcej emocji pensje prezesów, zbyt wysokie według PiS w czasach koalicji PO-PSL, miały zostać ograniczone. Nie wszystkie firmy zdążyły wprowadzić te regulacje.
Nie zrobił tego największy krajowy ubezpieczyciel. Walne zgromadzenie akcjonariuszy, które miało podjąć decyzje w tej sprawie, zebrało się już w połowie stycznia. Ale udało się podjąć tylko jedną uchwałę – o trwającej trzy tygodnie przerwie. Walne dokończyło obrady na początku lutego. I wyznaczyło miesięczne wynagrodzenie członka zarządu w przedziale od 7-krotności do 15-krotności pensji w sektorze przedsiębiorstw. Oznacza to, że maksymalna stała część pensji, której wysokość dla każdego członka zarządu ustalić ma rada nadzorcza, może sięgnąć 66 tys. zł.