Wynagrodzenia prezesów kontrolowanych przez państwo spółek spadły za rządów PiS o blisko jedną trzecią. Ale dla firm to oszczędności pozorne.
Zarobki menedżerów w państwych spółkach od zawsze budzą emocje i są elementem politycznych gier. Idąc po władzę w 2015 r., PiS krytykował poprzednią koalicję za milionowe, nieuzasadnione wynagrodzenia prezesów. I obiecał ściąć płacowe kominy. Generalnie – operacja się powiodła, choć spółki na wypłatach dla swoich menedżerów nie zawsze zaoszczędziły.
Podstawowym narzędziem ograniczającym zarobki jest obowiązująca od września 2016 r. tzw. nowa ustawa kominowa, która wynagrodzenia członków zarządu uzależnia od wielkości firmy. Niewiele giełdowych spółek z udziałem Skarbu Państwa jej zasady wprowadziło już w 2016 r. Niektóre czekały do ostatniego możliwego momentu, czyli połowy zeszłego roku. W nielicznych – na przykład w Banku Pekao – ustawa kominowa wciąż nie obowiązuje. Jej działanie menedżerowie w całej rozciągłości odczują dopiero w tym roku. Choć już w zeszłym obniżyła ona zasadnicze wynagrodzenie prezesów o blisko jedną trzecią.