Gabriela Ramos, osoba nr 2 w OECD: Salda firm, przepływy kapitałowe, kapitalizacja firm na giełdach, to wszystko są ważne wskaźniki, ale pytanie fundamentalne to, na ile to wszystko sprawia, że ludzie mają lepsze życie.
Gabriela Ramos, szefowa sztabu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Nierówności rzeczywiście są głównym problemem współczesnego świata?

Reklama
To efekt modelu wzrostu, który nie przynosi korzyści wszystkim, którym powinien. Opartego na neoliberalnej koncepcji gospodarki, która nie sprawdziła się w trzech ważnych aspektach. Po pierwsze, nie zapobiegła kryzysowi. Bańka spekulacyjna rosła i nikt z nią nic nie robił. Druga kwestia to niezrównoważona dystrybucja dóbr. Patrzyliśmy, czy tort jest duży, a nie, czy jest sprawiedliwie dzielony. Na PKB, który rósł, a nie na dochód rozporządzalny gospodarstw domowych. Trzeci problem to środowisko, które traktowaliśmy jako element zewnętrzny. Myślenie „najpierw wzrost, a potem podział jego owoców” jest złe. 10 proc. najbogatszych jest w posiadaniu ponad 50 proc. światowego majątku, a 1 proc. zgarnia 90 proc. zysków.
Co z tym zrobić?
Zweryfikować dane i stworzyć modele oparte na innych wskaźnikach, mówiących więcej o kondycji społeczeństw. Nierówności prowadzą do poważnych napięć politycznych. Wiele osób ma poczucie marginalizacji. Nie chodzi tylko o potrzebę większych transferów społecznych, ale zmianę myślenia na poziomie makroekonomicznym i ścisłą współpracę np. ministerstw pracy i finansów.
Globalizacja jest zła?
Nie. Chociaż jako Meksykanka odczułam na własnej skórze zmianę modelu wzrostu na całkowicie otwarty. Myśleliśmy, że jest to jedyny model, który przyczyni się do bogacenia się społeczeństwa. Wolny handel to tylko narzędzie. Otwierając rynek, myślimy, że inwestycje i kapitał przyjdą same i wszystko będzie dobrze. Jednak to nie jest dobre dla wszystkich, jeśli nie ma inwestycji w infrastrukturę, edukację czy brakuje wsparcia dla małych i średnich firm, które nie są w stanie konkurować z globalnymi gigantami. Nie możemy jednak teraz zamknąć granic i powiedzieć, że globalizacja jest problemem. Problemem jest, jak sprawić, by globalizacja pracowała na każdego.
Polska również otworzyła swój rynek w latach 90.
Polska ma znaczącą zaletę. Jesteście społeczeństwem homogenicznym, nie macie aż takich nierówności, jak kraje Ameryki Płd. Przez wiele lat inwestowaliście dużo w umiejętności obywateli. Można zauważyć pewne podobieństwa w kwestii całkowitego otwarcia rynków, jednak kraje OECD mają swoje systemy ochrony. Pytanie, dlaczego nie opodatkowujemy w większym stopniu bogactwa i pozwalamy na wzrost nierówności. W Ameryce Płd. w wielu miejscach nie ma nawet systemu ubezpieczenia społecznego, zasiłków dla bezrobotnych. Nie ma jednej globalizacji, a ekonomia wolnorynkowa nie jest jedyną drogą do kapitalizmu.
Chce pani wrócić do socjalizmu?
Nie jestem zwolenniczką socjalizmu, ale należy zbudować kapitalizm na wartościach humanistycznych. Kapitalizm daje innowacje oraz rozwój osobisty. Musimy się jednak zastanowić, jakiej globalizacji chcemy. Jest wiele rozwiązań. Kraje nordyckie mają inny model kapitalizmu niż Ameryka Płd. Nierówności są tam najmniejsze, ponieważ kraje skandynawskie koncentrują się na zapewnieniu ochrony tym, którzy jej potrzebują, oraz stymulują rynek do innowacji i wykorzystują je dla dobra społeczeństw. Musimy zmienić narrację, kiedy mówimy o roli państwa. Należy inwestować w umiejętności obywateli oraz reformować progresywność systemów podatkowych. To gdzieś po drodze zostało utracone. Zależy nam, aby młodzież uniknęła pułapki słabej edukacji, a w konsekwencji niskopłatnych prac.
Jak zmniejszyć nierówności między Europą Wschodnią a Zachodnią?
Radziłabym nie popełniać błędów, które my popełniliśmy, mierząc sukces tylko kategoriami wolnego rynku, handlu, inwestycji. To nie jest złe, bo każdy chce przyciągać inwestycje, ale upewnijcie się, że korzyści ze wzrostu są dostępne dla całego społeczeństwa, że pozostaniecie społeczeństwami egalitarnymi. Niewykluczone, że za 10 lat nierówności będą bardziej widoczne niż teraz. Nie przywiązuje się odpowiedniej wagi do dystrybucji dochodu na najniższym poziomie, do priorytetowych inwestycji, bo rządy nie mają nieograniczonych środków. Ludzie muszą wierzyć, że wzrost pracuje dla nich, a nie dla rynków. Salda firm, przepływy kapitałowe, kapitalizacja firm na giełdach, to wszystko są ważne wskaźniki, ale pytanie fundamentalne to, na ile to wszystko sprawia, że ludzie mają lepsze życie.