Od czasu do czasu piszę tu o ciastku. To ciastko to bogactwo wytworzone przez gospodarkę. Przeze mnie, przez ciebie, przez podmioty prywatne i publiczne. Wszystkich. Potem to ciastko jest dzielone między tych, którzy dostarczyli pracę (fizyczną, intelektualną), oraz tych, którzy dorzucili kapitał. Statystyki pokazują, że w krajach bogatego Zachodu w okresie powojennym ciastko było dzielone w proporcji 60:40. 60 proc. wytworzonego bogactwa szło na wynagrodzenie pracy, a 40 proc. na wynagrodzenie kapitału.
Te proporcje zaczęły się odwracać od lat 80. Widać to wyraźnie w statystykach. Dziś jesteśmy już bliżej relacji 50:50. To jest jedno z wyjaśnień wzrastającego przez ostatnie kilka dekad problemu nierówności majątkowych. Coraz większa część ciastka trafia do brzucha kapitalisty, który tyje. A pracownik dostaje coraz mniej, więc chudnie i chudnie.
Coraz więcej ekonomistów bierze teraz pod lupę brzuch kapitalisty. Bo co to właściwie znaczy, że coraz więcej zysków zgarnia kapitał? Gdzie są te pieniądze? Dlaczego rozwinięty świat narzeka na brak środków przeznaczonych na nowe inwestycje?