Wicepremier uważa, że wyniki eksportu zawyżane przez oszustów podatkowych powinny wypaść z danych o wynikach gospodarki. Zmiana nie będzie jednak duża.
Eksport „urządzeń do telefonii i telegrafii oraz telekomunikacyjnych” / Dziennik Gazeta Prawna
Polski eksport był w latach 2014–2015 zawyżony o 20–30 mld zł – mówił wczoraj w TVN24 wicepremier Mateusz Morawiecki. W związku z tym zapowiedział rewizję danych o wzroście gospodarczym w tym okresie. Według aktualnych danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2014 r. realny wzrost PKB wyniósł 3,3 proc. Rok później przyśpieszył do 3,9 proc.
Reklama

Reklama
Mówiąc o przesadzonych wynikach handlu zagranicznego, wicepremier posługuje się przykładem telefonów komórkowych. Chociaż w Polsce się ich nie wytwarza (a na pewno nie na masową skalę), to – jak wynika z oficjalnych danych – w 2014 r. nasz eksport komórek zbliżył się do 10,5 mld zł. Mieliśmy ich sprzedać za granicę ponad 8,2 mln sztuk. W tym czasie import telefonów komórkowych do Polski miał wartość 6,9 mld zł. Sprowadziliśmy ich 14,4 mln sztuk. Oznaczałoby to, że przeciętny telefon kupiony wówczas z zagranicy kosztował niespełna 500 zł. Nasze najwyraźniej były dużo lepsze: średnia cena zbliżała się do 1,3 tys. za sztukę. Ze statystyki handlowej wynika, że największym odbiorcą „naszych” telefonów były Niemcy. Na drugim miejscu znalazły się... Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jak się okazuje, były na nim również w 2016 r. W pierwszych 10 miesiącach minionego roku Saudyjczycy mieli kupić u nas komórki warte niemal 300 mln zł.
Ekonomiści nie kwestionują tego, że eksport komórek był zawyżony. – O tym, że zjawisko istnieje, było wiadomo od pewnego czasu. Gdy w połowie 2015 r. wprowadzono odwrócony VAT na sprzęt elektroniczny, statystyki jego eksportu gwałtownie spadły – przypomina Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, były szef GUS.
Skąd zawyżone statystyki? Chodziło o wyłudzenia zwrotów VAT. Firmy, które zadeklarowały sprzedaż telefonów za granicę, ubiegały się o zwrot podatku. Wicepremier Morawiecki na wczorajszej konferencji prasowej wyliczył, że jeśli proceder rozpocząłby się w styczniu 2014 r. i potrwał 16–17 miesięcy – do wprowadzenia odwrotnego rozliczenia (czyli takiego, w którym podatek opłaca odbiorca), to przy eksporcie wynoszącym miliard złotych miesięcznie straty wyniosłyby ok. 3 mld zł.
Po co jednak uaktualnienie danych o PKB? – W statystyce jest wykazywany eksport, którego faktycznie nie było. W związku z tym wzrost PKB powinien być zrewidowany, ale to już robota dla statystyków i GUS – stwierdził szef resortu finansów.
„Standardowo takie wątpliwości podlegają analizie przez zespół metodologiczny przy GUS, gdzie zasiadają także pracownicy MF. W najbliższych dniach zostaną tam przekazane informacje w tej sprawie” – przekazało nam biuro prasowe resortu finansów.
– To może być maksymalnie 0,5 proc. PKB. Z punktu widzenia gospodarki nie ma mowy o znaczącej zmianie – uważa Bohdan Wyżnikiewicz. Na skalę rewizji wpływałyby nie tylko dane o eksporcie. Z punktu widzenia tempa wzrostu gospodarczego znaczenie ma eksport netto – różnica między sprzedażą towarów za granicę i ich zakupem poza Polską.
Przedstawiciel IBnGR zwraca uwagę na jeszcze jedną sprawę. – Wicepremier w podtekście jakby chciał powiedzieć, że zawyżone dane to wina GUS. Trzeba wyjaśnić, że w przypadku danych o handlu zagranicznym urząd statystyczny opiera się na informacjach z Ministerstwa Finansów – podkreśla Bohdan Wyżnikiewicz.
Potwierdza to GUS. „Głównym źródłem informacji dla statystyki publicznej w zakresie handlu zagranicznego są dane pochodzące z systemów informatycznych administracji celnej. Wszelkie prace GUS nad ewentualną weryfikacją eksportu, a w konsekwencji PKB, uzależnione są od pozyskania z MF oficjalnych, nowych danych o wartości eksportu według szczegółowych grup towarowych” – przekazała wczoraj Karolina Dawidziuk, rzeczniczka prezesa GUS.
– Nasuwa się wątpliwość, czy skoro Ministerstwo Finansów chce rewidować dane z lat poprzednich, to ma pewność, że obecnie proceder zawyżania statystyk eksportowych nie istnieje – pyta Jarosław Janecki, główny ekonomista banku Societe Generale w Polsce. – Podejrzewam, że chęć zrewidowania danych wiąże się ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego w ubiegłym roku. O statystykach eksportowych zaczynamy mówić w momencie, gdy zbliżamy się do oceny tego, co działo się w 2016 r. – dodaje. GUS ma przedstawić wstępne szacunki ubiegłorocznego wzrostu PKB za tydzień.
Słabszy wynik z 2015 r. oznaczałby, że „baza” do porównań będzie niższa. W efekcie pomoże wykazać lepszy rezultat w 2016 r. Ekonomiści oceniają tymczasem, że ubiegłoroczny wzrost PKB nie przekroczył 3 proc.
Aktualizacja informacji na temat wzrostu gospodarczego nie jest niczym nadzwyczajnym. Jesienią minionego roku GUS podał nowe dane na temat wielkości PKB w latach 2010–2015. Największa zmiana dotyczyła 2015 r.: „dołożono” wówczas 8,6 mld zł, co przełożyło się na wzrost dynamiki o 0,3 pkt proc. Powód modyfikacji danych: nowe wytyczne unijne i aktualizacja danych źródłowych.