Tylko w 2016 r. świat nabył towary znad Wisły o wartości 176 mld euro. Odkąd prowadzone są statystyki, nie mieliśmy takiego wyniku. Cieszą się wszyscy. Biznes, bo zarabia. Ludzie, bo mają pracę. Zanim jednak popadniemy w samozachwyt, warto się zastanowić, czy nasz narodowy bohater faktycznie daje takie powody do zadowolenia. Bo duża wartość eksportu nie świadczy jeszcze o gospodarczej sile. Oprócz tego, ile sprzedajemy, liczy się również to, co produkujemy nad Wisłą, a potem wysyłamy za granicę. A jeśli się temu przyjrzymy, to już nie wygląda tak dobrze.
Technologiczna dolina
Pierwszą skazę na wizerunku naszego bohatera narodowego dostrzeżemy, jeśli zagłębimy się w statystyki dotyczące struktury eksportu, czyli tego, jaki odsetek tych 176 mld euro stanowią poszczególne rodzaje produktów. Dla wygody pogrupujemy je na trzy kategorie: produkty wysokiej, średniej i niskiej techniki. Tym lepiej dla gospodarki, im większy w eksporcie udział tej pierwszej kategorii.