Dyrektywa tytoniowa stanowi zagrożenie dla wolności wyboru , dlatego polscy obywatele mówią jej stanowcze „nie” - twierdzą organizatorzy kampanii „Prawo dla Ludzi. „Polacy bardzo sobie cenią wolność i nie chcą, aby ktoś ingerował w ich życie prywatne, bo jednak linia została przekroczona” - mówi Małgorzata Jaszkiewicz, koordynatorka akcji. Z tych samych powodów przeciwny dyrektywie jest eurodeputowany Marek Migalski : „Jeśli dziś odbierzemy sobie prawo do palenia mentoli czy slimów, to za chwilę pozwolimy sobie odebrać prawo do jedzenia słodyczy czy mocniejszych alkoholi , nie powinniśmy się na to zgodzić” - twierdzi Migalski. 

Ale protest wobec proponowanych przepisów wynika także z przyczyn ekonomicznych - zauważa Zbigniew Pisarski, prezes Polskiego Instytutu Myśli Gospodarczej. „W Polsce ponad 60 tysięcy rodzin utrzymuje się z produkcji tytoniu , tytoń jest największym polskim rolno-spożywczym produktem eksportowym, a ponad 10% przychodów do polskiego budżetu to te związane z branżą tytoniową” - mówi Pisarski. Dyrektywa tytoniowa ma zakazać sprzedaży papierosów typu slim oraz smakowych, a także wprowadzić większe oznakowania ostrzegawcze na opakowaniach. A wszystko po to by zniechęcić Europejczyków do palenia.