W stosunku do euro nasza waluta zyskała w minionym roku 7,4 proc., a wobec amerykańskiego dolara – ponad 9 proc. Te dwie waluty to mniej więcej dwie trzecie naszych rezerw walutowych. Gdy złoty się umacnia, różnica między średnim kursem kupna danej waluty (określanym jako koszt zasobu) a bieżącym kursem rynkowym się zmniejsza, w rezultacie różnice z wyceny maleją. Efekt aprecjacji widać w bilansie NBP, choć nie ma ona wpływu na bieżący wynik banku.

– Ale gdy rynkowy kurs waluty jest poniżej kosztu zasobu, umocnienie naszej waluty będzie już bezpośrednio wpływać na wynik NBP, a co za tym idzie – na wysokość wpłaty z zysku przekazywanej budżetowi państwa – zwraca uwagę Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego.

Tak było w 2007 r. Złoty umacniał się wtedy tak szybko, że bank zanotował ponad 10 mld zł straty, więc w kolejnym roku budżet nie dostał z NBP ani grosza.

W odniesieniu do czterech walut (stanowiących niewielką część rezerw) dzisiejsze kursy są już poniżej kosztu zasobu. Najbardziej istotna różnica – ok. 20 proc. – dotyczy japońskiego jena. Wśród walut, które mają największy udział w rezerwach dewizowych NBP, najmniejsze różnice tyczą się euro. Tu koszt zasobu wynosił w grudniu 2012 r. 4,09 zł, a kurs bieżący to 4,2 zł. Różnica to niewiele ponad 2,4 proc. W przypadku dolara jest to nieco ponad 7 proc.

Według Kalisza umocnienie złotego do euro do poziomu odpowiadającego kosztowi zasobu w rezerwach NBP jest w tym roku zupełnie realne. – Jeśli jednak chodzi o dolara, to ryzyko zejścia do poziomu, który powodowałby straty banku centralnego, jest mniejsze – ocenia ekonomista.

Możliwe jednak, że straty pojawią się nawet przy wyższych kursach – dokonywane w tym roku transakcje kupna walut przez NBP powodują, że koszty zasobu większości walut wzrastają.