Według GUS wzrost produkcji przemysłowej w kwietniu wyniósł 2,7 proc. Eksperci oczekiwali nieco lepszych informacji (ok. 3 proc.). Najbardziej produkcja wzrosła w górnictwie – w kwietniu wydobycie węgla było o 18,3 proc. większe niż rok wcześniej.

Ten wzrost może być jednak mylący i wcale nie musi świadczyć o tym, że w górnictwie nastał czas prosperity. To efekt niskiej bazy: przed rokiem to właśnie górnictwo należało do branż o największych spadkach produkcji. To samo zjawisko wystąpiło też w kilku innych działach przemysłu, które w kwietniu notowały duży wzrost: w branży motoryzacyjnej i meblarskiej.

Gdyby nie to, można by zaryzykować tezę, że polski przemysł jest ciągnięty popytem zagranicznym. Bo przynajmniej cztery z pięciu sektorów, w których produkcja wzrosła najbardziej, sprzedają dużo za granicę. Przykład to producenci maszyn i urządzeń elektrycznych. Branża jest w ścisłej czołówce pod względem wartości eksportu do naszych głównych odbiorców: Niemiec, Wielkiej Brytanii i Czech. A w kwietniu wyprodukowała niemal o 11 proc. więcej niż przed rokiem. Podobnie tworzywa sztuczne i wyroby z gumy, które pod względem wartości sprzedaży mieszczą się w pierwszej piątce, szóstce polskich towarów eksportowych. Tam produkcja wzrosła o 11,6 proc.

Produkcja przemysłowa. Kwietniowe wzrosty i spadki

Produkcja przemysłowa. Kwietniowe wzrosty i spadki

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Rzeczywiście popyt krajowy jest w słabej kondycji i jeśli coś zacznie napędzać produkcję, to przede wszystkim eksport. Ale to się jeszcze nie dzieje. Trudno powiedzieć, że coś ciągnie przemysł, skoro nie widać w nim żadnych oznak ożywienia – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Dodaje, że eksportowy silnik przemysłu powinien zaskoczyć dopiero w drugiej połowie roku, gdy nastąpi długo oczekiwane ożywienie gospodarcze w krajach UE.

Bielski zwraca uwagę na dane oczyszczone z wpływu czynników sezonowych (jak np. różnicy w liczbie dni roboczych). Tak liczona produkcja już w kwietniu spadła o 0,3 proc. w skali roku.

Na popyt krajowy raczej szybko nie można liczyć, na co wskazują ostatnie dane z rynku pracy. Dzień wcześniej GUS podał informacje o płacach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach. Co prawda pensje wzrosły o 3 proc. w porównaniu z kwietniem 2012 r. – ale liczba etatów skurczyła się w tym czasie o 1 proc.

– W przemyśle mamy stagnację, ale katastrofy nie ma – uważa Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium. Świadczą o tym dane z listy branż, w których w kwietniu produkcja spadła. Oprócz ponad 21-proc. spadku produkcji paliw – co ma związek z przestojem w Lotosie spowodowanym remontem – pozostałe nie przekraczały 10 proc. Produkcja maszyn i urządzeń mechanicznych zmalała o 9,7 proc. w skali roku, wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych o 9,4 proc., zaś napojów – o 3 proc.

Większość ekonomistów uważa, że kwietniowe dane na pewno nie będą przeszkodą dla Rady Polityki Pieniężnej w decyzji o kolejnych cięciach, a być może staną się nawet argumentem wykorzystywanym przez zwolenników cięć. Tym bardziej że w parze z informacjami o stagnacji w przemyśle idą dane świadczące o zapaści w budownictwie, gdzie produkcja spadła o ponad 23 proc.