Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych

Zamówień publicznych jest coraz mniej. W jakiej dziedzinie ten proces widać najbardziej?

W robotach budowlanych, w przypadku których wartość zamówień w ubiegłym roku była o 15 mld zł niższa niż w 2010 roku. To nie tylko budowa dróg i budynków, lecz także modernizacja linii kolejowych. Robiąc takie porównania, trzeba jednak pamiętać, że rok 2010 był szczególny. Nastąpiła wtedy intensyfikacja zamówień związana z wydatkowaniem środków unijnych, przygotowaniami do Euro 2012. Wartość zamówień publicznych wyniosła wtedy 167 mld zł, a rok później 144 mld zł. Teraz jest mniej, ale nie jest źle. W 2007 roku wartość zamówień wynosiła 103 mld zł.

Jednak środki unijne się kończą, samorządy ograniczają inwestycje. Czy ograniczanie zamówień publicznych nie odbija się na wzroście gospodarczym?

Choć liczymy się ze spadkiem zamówień, to nie musi być on duży. Zwłaszcza że zamówienia budowlane są rozpisane na wiele lat.

Niektórzy zwycięzcy przetargów nie poradzili sobie z powierzonymi zadaniami. Na przykład chiński wykonawca, który nie dokończył budowy odcinka autostrady A2.

Do negatywnych przykładów można doliczyć ostatnie problemy z ralizacją zamówienia przy wrocławskim stadionie.To jednak są pojedyncze przypadki. W 2010 roku udzielono 195 tys. zamówień.

Urząd Zamówień Publicznych przygotował propozycje zmian ograniczających ryzyko wystąpienia podobnych problemów w przyszłości. Jakie to zmiany?

Należy położyć nacisk na jakość uzyskiwanych zamówień publicznych. Często zamawiający działa pod presją czasu, nie przykłada wystarczającej wagi do analizy ryzyka związanego z realizacją zamówienia. Chcemy na poziomie ustawy większy nacisk położyć na kwestie dotyczące relacji wykonawca – podwykonawca.

Bywa tak, że wykonawca nie płaci podwykonawcy. Regulacja tego nie zmieni.

Choć zadekretować tego nie można, to z pola widzenia instytucji publicznej nie może zniknąć relacja wykonawcy do podwykonawcy. Możemy np. uregulować podawanie nazw podwykonawców już na etapie udzielenia zamówienia. Warto również rozważyć kwestię związaną ze stawianiem warunków, na jakich wykonawca będzie mógł zatrudnić podwykonawcę.

Urząd chciałby też mniej przychylnie patrzeć na oferentów spoza Unii. Czy to pokłosie chińskiego przykładu?

Według polskiego prawa przedsiębiorcy z całego świata mają równe szanse w przetargach. Natomiast poszczególne państwa radykalnie ograniczają dostęp do swojego rynku zamówień publicznych. Jestem za wprowadzeniem równowagi. Nie może być tak, że my otwieramy się na przedsiębiorców zagranicznych, a nasi przedsiębiorcy mają poza naszym krajem znacznie trudniej. Nie chodzi o stawianie barier. Po prostu szanse powinny być takie same.

Urząd Zamówień Publicznych planuje też wprowadzić informatyzację całego procesu zamówień. Na ile to możliwe?

Prawo nie pozwala na w pełni elektroniczne przeprowadzanie zamówień. Chcemy, aby to było możliwe za kilka lat. Opracujemy w tym celu platformę przetargową. Najpierw zostanie ona przetestowana, a za 3 – 4 lata stanie się obowiązkiem. Ta forma gwarantuje transparentność, dostępność i standaryzację zamówień publicznych. Podkreślam, że mamy efektywne procedury udzielania zamówień publicznych. W świetle raportów Komisji Europejskiej nasze procedury pod względem czasu poświęconego danej procedurze zajmują trzecie miejsce w Europie. Są zatem dość efektywne.

Polska gospodarka jest jednak nieprzyjazna przedsiębiorczości – podkreśla w raporcie Bank Światowy.

Nie mówię, że w systemie zamówień publicznych nie ma pola do zmian. Chcemy likwidować bariery i zwiększać dostęp wykonawcom. Jednak dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż kilka lat temu, kiedy to zastanawialiśmy się, czy będziemy w stanie spożytkować środki unijne i czy procedury odwoławcze pozwolą nam zrealizować inwestycje związane z Euro 2012. Co oczywiste, pojawiły się nowe problemy i chcemy im sprostać.

Jaki unijny budżet byłby dla Polski optymalny?

Nie tylko jak największy, lecz także taki, który by nam pozwolił efektywnie te środki wykorzystać. Tak, aby środki wydać w sposób mądry i celowy.