Politykom przez długie lata nie starczało determinacji i odwagi, żeby coś z tym zrobić, oprócz oczywiście gromkich deklaracji o konieczności zapewniania Polsce energetycznego bezpieczeństwa.

Swoją drogą ciekawe, czy ktoś podliczy, ile pieniędzy kosztowało polską gospodarkę gazowe uzależnienie od Rosjan. Nasza pozycja podczas negocjowania kolejnych kontraktów była po prostu słaba. No i dochodziły do tego rzeczy niepoliczalne – na przykład pojawiające się podczas prawie każdej zimy obawy przedsiębiorców przed słynnym dziesiątym stopniem zasilania w gaz, co oznaczało po prostu ograniczenia dostaw dla firm i skazywanie ich na biznesową niepewność.

Czy to wszystko mamy za sobą? Chwileczkę, jednak gazoport trzeba zbudować i uruchomić, a to jeszcze zajmie parę lat. Co więcej, solidnie połączyć nasze gazociągi z siecią zachodnią. Wtedy dopiero będzie można mówić o jakim takim bezpieczeństwie energetycznym.

No i nie można popełnić jeszcze jednego błędu, czyli z góry łączyć dywersyfikacji dostaw ze spadkiem cen gazu. One mogą być niższe, ale nie muszą. Trudno przewidzieć, jakie za kilkadziesiąt miesięcy będą ceny gazu skroplonego, jak będzie się zachowywała ropa, od której zależy wycena gazu klasycznego. Do tego dochodzi jeszcze jedna niewiadoma, czyli łupki. Kiedy budowa gazoportu będzie się kończyć, powinniśmy już wiedzieć, czy sami też mamy szansę na zostanie gazowym mocarstwem.

Na razie jednak gazoport sprawi, że będziemy bezpieczniejsi, ale nie bogatsi. Może dobre i to. Ale dlaczego tak późno?