Ministerstwo Finansów ma je tak przemodelować, że podatek trzeba będzie płacić, ale kto wie, czy lokaty założone na rok czy dwa nie zachowają swojej antybelkowej konstrukcji przez cały okres ich obowiązywania. Jednocześnie dodaje, że pomysł może się zmienić.

Dziwna taktyka. Ma być tak, ale może być inaczej. To znaczy jak? Zakładać lokatę, choć reguły gry mogą się zmienić? A może lepiej nie zakładać na dłużej niż trzy miesiące? Władza bawi się z obywatelem w kotka i myszkę.

Może to tylko mały lapsus, bo ministerstwo doskonale wie, jak się zachowa, i za dzień, dwa jasno wyłoży swoją linię. A jeżeli nie? Jeżeli mamy do czynienia z przebiegłą grą, w której ceną są pieniądze obywateli? Może chodzi o ściągnięcie grubych miliardów, by za dwa, trzy miesiące oświadczyć, że jednak podatek Belki obejmie również lokaty długoterminowe z dzienną kapitalizacją odsetek?

Prawdę mówiąc, każde wytłumaczenie tej sytuacji jest fatalne. Jeżeli mamy do czynienia z przemyślanym scenariuszem, państwo wykazuje się krańcową przewrotnością. Jeżeli nie, to wyraz jego bezmyślności, bo jak inaczej można zinterpretować zachowania wprowadzające na rynek finansowy niepewność i frustrację. W jednym i drugim przypadku to wyraz braku szacunku dla obywateli.