Tylko 4,5 miesiąca zostało, by dobrze zarobić na lokacie z dzienną kapitalizacją. Wczoraj w „DGP” pisaliśmy o tym, że resort finansów przygotowuje nowelizację Ordynacji podatkowej, która zmieni zasady zaokrąglania odsetek i tym samym naliczania zysku od oszczędności. Nowe przepisy mają zacząć obowiązywać w lipcu, co oznacza, że zniknie możliwość uniknięcia podatku Belki. W konsekwencji lokaty z kapitalizacją dzienną przestaną istnieć.

W ostatnich miesiącach ich popularność rosła szybciej niż innych form oszczędzania. Resort finansów szacuje, że udział lokat antypodatkowych, na które moda nastała w 2010 r., w depozytach gospodarstw domowych wynosi już 13 proc. To kwota rzędu 55 mld zł. Popularność ta jest w pełni zasłużona. Gdy średnie oprocentowanie tradycyjnych lokat nie przekracza 3,5 – 4 proc., to rekordziści, jak np. FM Bank, Allianz czy Getin Bank, oferują antybelkowe lokaty pozwalające zarobić nawet ok. 5,5 proc. w skali roku.

Dla przykładu by zarobić na tradycyjnej lokacie tyle samo, musiałaby być ona oprocentowana na ok. 6,4 proc.

Składając 1 tys. zł na rok w banku, który oferuje kapitalizację dzienną i oprocentowanie 5,45 proc., zarobimy 54,50 zł. Natomiast w instytucji, która przy tym samym oprocentowaniu nalicza „Belkę”, będzie to o 10 zł mniej – wylicza Paweł Majtkowski, analityk Expandera.

Eksperci są przekonani, że w ciągu najbliższych tygodni zobaczymy wysyp lokat z dzienną kapitalizacją. Banki będą się teraz starały zagarnąć jak najwięcej tortu w obawie przed odpływem depozytów po wejściu ustawy.

Analitycy uważają również, że instytucje finansowe będą musiały uatrakcyjnić także inne produkty. – Możemy oczekiwać, że w bankach, które teraz stawiają na antybelki, będzie rosło oprocentowanie tradycyjnych lokat. Można także oczekiwać pewnej ofensywy innych produktów oszczędnościowo-inwestycyjnych, np. strukturyzowanych, funduszy inwestycyjnych itp. – mówi Michał Sadrak, analityk Open Finance. Na pewno banki będą też ulepszać ofertę kont oszczędnościowych.