- Chociaż UE nie jest zmuszona do rezygnacji z zasady ostrożności, po wprowadzeniu CETA może znaleźć się pod presją, by uzasadniać wprowadzanie norm fitosanitarnych w odniesieniu do podejścia "opartego na nauce", bo takie jest wpisane w porozumienia Światowej Organizacji Handlu. Istnieje też ryzyko, że firmy zagraniczne będą mogły się domagać odszkodowań od Unii i jej państw członkowskich wtedy, gdy wprowadzimy nowe regulacje, np. wpiszemy jakąś substancję czy metodę produkcji na listę zakazanych - przestrzega Gabriel Siles-Brügge, adiunkt na Wydziale Polityki i Studiów Międzynarodowych University of Warwick.

Maria Świetlik: Polskie Ministerstwo Rozwoju zadeklarowało niedawno, że będzie się domagać zagwarantowania zasady ostrożności w umowie TTIP, ale jednocześnie rząd chce poprzeć CETA, w której tych zabezpieczeń nie ma. Czy możliwe jest wprowadzenie takich gwarancji do umowy, której celem jest znoszenie różnic w ustawodawstwie między UE a Kanadą czy USA?

Dr Gabriel Siles-Brügge: - Zasada ostrożności jest jedną z zasad regulujących sposób zarządzania ryzykiem społeczno-ekonomicznym. Jest zapisana w Traktacie UE, gdzie odnosi się konkretnie do ochrony środowiska. Z czasem została rozciągnięta także na regulacje związane z bezpieczeństwem żywności. Pozwala na podjęcie działań zapobiegawczych (np. poprzez wprowadzenie zakazu jej używania), nawet w przypadku, gdy brak jest pełnej informacji naukowej na temat szkodliwości stosowania danej substancji czy metody. W tym sensie jest to inne rozwiązanie niż obowiązujące w Kanadzie i USA zarządzanie ryzykiem „oparte na nauce”, przy którym działania regulacyjne mogą być podejmowane dopiero wtedy, gdy ryzyko zostało udokumentowane w sposób bezsprzeczny.

Wspomniał pan, że zasada ostrożności jest częścią traktatu UE, zatem zarówno instytucje unijne, jak i kraje członkowskie, przy tworzeniu nowych regulacji są zobowiązane ją stosować. A w konsekwencji wszyscy rolnicy i firmy w UE muszą działać zgodnie z opartymi o nią przepisami. A co w przypadku, gdy chcemy importować żywność z kraju spoza UE? Jak zasada ostrożności działa w międzynarodowych stosunkach handlowych?

Reklama

Artykuły spożywcze importowane do krajów unijnych spoza UE podlegają oczywiście tutejszym przepisom dotyczącym bezpieczeństwa żywności. Jednak jest to sprzeczne z perspektywą innych państw, takich jak USA, które stosują wspomnianą zasadę „dowodu naukowego”. Bardziej rygorystyczne unijne standardy bezpieczeństwa żywności postrzegane są przez nie jako wpływające niekorzystnie na ich interesy gospodarcze.

Po przyjęciu przez UE zasady ostrożności doszło do sporów z tego powodu przed Światową Organizacją Handlu (ŚOH). Dotyczyły one unijnych regulacji zakazujących stosowania hormonów w produkcji wołowiny oraz znacznego ograniczenia sprzedaży i produkcji organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO). UE została uznana winną naruszenia międzynarodowego prawa gospodarczego i m.in. musiała wprowadzić kwoty na bezcłowy import mięsa z USA. Udało się natomiast, dzięki naciskom politycznym, utrzymać te regulacje, czyli zakaz używania hormonów (a w konsekwencji też zakaz sprowadzania takiego mięsa) i ograniczenie w dopuszczaniu nowych odmian GMO oraz wymóg etykietowania żywności zawierającej GMO. I to pomimo tego, że sama Komisja Europejska (dokładniej to Dyrekcja Generalna ds. Handlu) przychylała się do argumentu, że system bezpieczeństwa żywności w UE musi być zmieniony tak, by stał się bardziej zgodny z podejściem „opartym na nauce”. W tym sensie, można uznać, że CETA i TTIP to subtelny sposób otwarcia furtki do przyjęcia "równoważności" norm bezpieczeństwa żywności w systemie unijnym i północnoamerykańskim.

Reklama

W rozdziale poświęconym współpracy regulacyjnej, znajduje się paragraf dotyczący biotechnologii i zachęta, by decyzje dotyczące tych technologii zapadały zgodnie z zasadą dowodu naukowego. Co to oznacza?

Biotechnologia to termin obejmujący m.in. GMO. Taki zapis ma się przyczynić do tego, aby decyzje dotyczące tych technologii zapadały raczej w oparciu o metodę zarządzania ryzykiem jaka obowiązuje w Kanadzie [w oparciu o którą GMO jest powszechnie akceptowalne - MŚ] niż europejską zasadę ostrożności. Ponieważ jednak dotyczy to kwestii politycznych decyzji, trudno dziś ocenić jaki skutek odniesie ten paragraf.

Umowy o wolnym handlu mają, jak twierdzi KE, zharmonizować rozbieżności w przepisach po obu stronach Atlantyku, ale jak właściwie działa proces harmonizacji?

Jest mało prawdopodobne, aby udało się wprowadzić pełną harmonizację przepisów dotyczących bezpieczeństwa żywności pomiędzy UE a Kanadą czy USA (czyli przyjęcia jednego wspólnego standardu) lub całkowite uznanie równoważności (czyli wzajemne zaakceptowanie żywności wytworzonej zgodnie z tymi różnymi dziś zasadami). Różnice są zbyt wielkie. Ale ma dojść do częściowego uznania norm, co jest już opisane w CETA w załączniku 5-E. Różnice dotyczą np. poziomu pozostałości pestycydów (MRL), który jest dozwolony w żywności. Te poziomy są w krajach unijnych niższe niż w innych państwach. Oznacza to w konsekwencji, że w UE rolnicy zwykle stosują mniej takich środków. W przecieku dotyczącym wyników negocjacji TTIP pojawia się natomiast odniesienie do norm MRL zawartych w Codex Alimentarius,. Jest to seria norm bezpieczeństwa żywności ustalona w ramach Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa Narodów Zjednoczonych (FAO). Ze względu na wpływ poszczególnych państw, w szczególności Stanów Zjednoczonych, te standardy bezpieczeństwa żywności, na przykład w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości dla pestycydów, są często mniej rygorystyczne niż te stosowane przez UE.

Rozmawialiśmy na temat norm i procedur, ale czy możemy być pewni, że importowana żywność jest na przykład wolna od GMO lub że MRL nie został przekroczony? Czy w CETA i TTIP znajdują się jakieś wzmianki dotyczące sposobu kontroli importowanej żywności?

Jeżeli chodzi o TTIP, to proponowany przez Komisję Europejską tekst ze stycznia 2015 r. w rozdziale SPS zawiera przepis, który przewiduje wyłącznie "wyjątkowo" możliwość przeprowadzenia ponownej inspekcji żywności w porcie kraju importującego. W CETA artykuł 5.7, ustęp 4, ustanawia przepis, zgodnie z którym instytucja zatwierdzająca przywóz do UE może być łatwiej ulokowana w Kanadzie. Środki te będą ograniczały zdolności UE i jej państw członkowskich do badania produktów w oparciu o zasadę ostrożności.

Umowa TTIP jest wciąż w fazie tajnych negocjacji, natomiast tekst CETA jest już ujawniony. Czy zasada ostrożności jest w CETA gdziekolwiek wspomniana? I czy będzie można wpisać ją do TTIP?

- W CETA nie ma odniesienia do zasady ostrożności. Zamiast tego jest rozdział dotyczący norm sanitarnych i fitosanitarnych (SPS), a zatem odnoszący się do bezpieczeństwa żywności, zawiera odniesienia do porozumienia Światowej Organizacji Handlu. Kładzie się w nim nacisk na ułatwienie uznawania równoważności regulacji między UE a Kanadą. Oznacza to, że chociaż Unia Europejska nie jest zmuszona do rezygnacji z zasady ostrożności, po wprowadzeniu CETA może znaleźć się pod presją, by uzasadniać wprowadzanie norm SPS w odniesieniu do podejścia "opartego na nauce", bo takie właśnie wpisane jest w porozumienia ŚOH. Co więcej, a może co najważniejsze, biorąc pod uwagę przepisy CETA dotyczące ochrony inwestorów zagranicznych, istnieje ryzyko, że zasada ostrożności znajdzie się pod ostrzałem. Firmy zagraniczne będą mogły się domagać odszkodowań od Unii Europejskiej i jej państw członkowskich wtedy, gdy wprowadzimy nowe regulacje (np. wpiszemy jakąś substancję czy metodę produkcji na listę zakazanych) w oparciu o tę zasadę. System handlu i inwestycji jest tworzony tak, by ułatwić wymianę handlową i inwestowanie oraz ograniczyć zakres, w jakim regulacje mogłyby naruszyć tę swobodną wymianę handlową. Biorąc to pod uwagę niezwykle trudno będzie wpisać w jakąkolwiek umowę o wolnym handlu gwarancje pełnego stosowania zasady ostrożności.