Tylko 163 tys. zł ma kosztować budżet w 2017 r. wypłata odsetek od obligacji sprzedawanych beneficjentom wypłat dodatków na dzieci
Reklama
Taką kwotę Ministerstwo Finansów zaplanowało w projekcie przyszłorocznego budżetu. Jest ona znacznie mniejsza niż w przypadku obligacji detalicznych ze standardowej oferty. Na przykład odsetki od papierów dziesięcioletnich będą kosztowały resort prawie 173 mln zł, a od dwulatek – niemal 66 mln zł.
Niskie wypłaty odsetek od obligacji 500+ można tłumaczyć na dwa sposoby. Pierwszy: być może resort zakłada, że pula papierów sprzedana w tym i w przyszłym roku nie będzie duża w porównaniu z innymi typami. Sprzedaż rusza dopiero w październiku. Ministerstwo zaoferuje obligacje 6- i 12-letnie – czyli o dość długich terminach zapadalności. Magnesem ma być oprocentowanie wyższe od standardowego (z dostępnych już obligacji oszczędnościowych najwyższe odsetki w pierwszym roku można uzyskać, kupując papiery dziesięcioletnie: 2,5 proc.). Jakie? Choć obligacje mają trafić na rynek już za niewiele ponad trzy tygodnie, to MF jeszcze tego nie ustaliło.
Drugi powód niskich wypłat: skoro obligacje mają być średnio- i długoterminowe, to wypłaty odsetek już w przyszłym roku mogą wynikać głównie z żądań przedterminowego wykupu. Resort zakłada, że takich przypadków nie będzie dużo. MF twierdzi, że będzie to „bezpośrednio powiązane z zakładaną konstrukcją obligacji, która najprawdopodobniej będzie zbliżona do 10-letnich obligacji oszczędnościowych”. To może oznaczać, że wcześniejszy wykup nie będzie się opłacać. W przypadku dziesięciolatek to się nie kalkuluje, bo taka operacja kosztuje 2 zł od każdej obligacji, i jest to najwyższa opłata pośród wszystkich obligacji detalicznych. W obecnych warunkach ta prowizja „zjada” większość odsetek – skoro w pierwszym roku wynoszą one 2,5 proc., to przy wykupie już po roku rzeczywiste oprocentowanie spada do zaledwie 0,5 proc. Ministerstwo planuje więc zapewne ustalenie podobnie wysokiej opłaty za przedterminowy wykup „obligacji 500+”.
Eksperci zastanawiają się jednak, jak emitent zamierza zachęcić potencjalnych kupujących. Z dotychczas przeprowadzanych ofert największą popularnością cieszyły się obligacje o krótkim terminie wykupu z oprocentowaniem zbliżonym do średniego z lokat bankowych. Tak było w przypadku sprzedawanej w listopadzie ubiegłego roku obligacji jedenastomiesięcznej (oprocentowanie średnie 2 proc. rocznie) czy czternastomiesięcznej z grudnia 2014 r. (2,14 proc.). Choć odsetki nie były zbyt wysokie, klientów przyciągał właśnie krótki termin wykupu. Na przykład obligacja jedenastomiesięczna sprzedała się za prawie 880 mln zł, podczas gdy pozostałe serie standardowe (2-,3-,4- i 10-letnia) w sumie za niewiele ponad 100 mln zł.
– Kluczowy jest termin zapadalności. W przypadku „obligacji 500+” będzie on dość długi, a Polacy nie lubią odkładać pieniędzy na długie okresy. Nie pomoże na pewno konstrukcja, która ma spowodować nieopłacalność przedterminowego wykupu. Oprocentowanie musiałoby być naprawdę spektakularne, by oferta odniosła sukces – twierdzi Jarosław Sadowski, analityk firmy Expander. Według niego takim poziomem mogłoby być 3 proc. w skali roku. To pułap najbardziej atrakcyjnych ofert lokat bankowych, dużo powyżej średniej (1,5–1,6 proc.).
– Poprzednie oferty specjalne obligacji były co prawda oprocentowane jak przeciętna lokata, ale tym razem to nie wystarczy. Resort finansów będzie musiał konkurować z najlepszymi ofertami i obstawiałbym, że jeśli zaproponuje dużo mniej, np. około 2 proc., to trudno będzie to sprzedać. Tym bardziej że to oferta kierowana do ograniczonej grupy klientów, którzy będą mogli zainwestować tylko pieniądze z programu. To sprawi, że trudno będzie o duży wolumen sprzedaży – mówi Jarosław Sadowski.
Potrzebny będzie jeszcze system identyfikacji tych, którzy będą mieli prawo do kupowania nowych papierów. Pracuje nad nim bank PKO BP, który jest dystrybutorem wszystkich obligacji detalicznych. I deklaruje, że jest gotowy do obsługi „obligacji 500+”. System ma korzystać z danych beneficjentów programu, które znajdują się w centralnym rejestrze Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Bank będzie przekazywał dane klienta do bazy resortu, a ten potwierdzi, czy ma on prawo kupić obligacje i za jaką maksymalnie kwotę. Sposób jej wyliczenia ma być dokładnie określony w liście emisyjnym, nad którym pracuje resort finansów.
Wiadomo, że z kupnem będzie się wiązała pewna komplikacja: każdy, kto będzie chciał nabyć nowy papier, będzie musiał najpierw złożyć oświadczenie ze zgodą na przetwarzanie jego danych. Bo tylko na tej podstawie bank i resort rodziny będą mogły wymieniać się danymi.