Zamówienia zbrojeniowe mają trafiać głównie do przedsiębiorstw kontrolowanych przez Skarb Państwa. To zaś może oznaczać poważne kłopoty niezależnego biznesu.
W ostatnich dniach Inspektorat Uzbrojenia unieważnił dwa przetargi. Jeden z nich to ogłoszone w lipcu ubiegłego roku postępowanie na system zarządzania walką Rosomak BMS (z ang. Battlefield Management System – System Zarządzania Polem Walki). To kluczowy element dla funkcjonowania Wojska Polskiego, sprzęt znacząco wspomagający dowodzenie. Szacunkowa wartość kontraktu: ponad miliard złotych.
Za czasów poprzedniego rządu i ministra Tomasza Siemoniaka resort obrony zdecydował, że ze względu na podstawowy interes bezpieczeństwa państwa do konkursu mogą przystąpić wyłącznie podmioty krajowe. Do walki stanęło czterech graczy. Konsorcja tworzone przez Comarch wraz Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych, Asseco Poland z firmami Teldat, Siltec, Enigma, CMGI i Wojskową Akademią Techniczną oraz Polska Grupa Zbrojeniowa wspólnie z PIT-Radwarem, WB Electronics i Transitem. Samodzielnie zdecydowała się wystartować spółka KenBIT. Teraz wszystko zostało anulowane, a zakup BMS będzie negocjowany z Polską Grupą Zbrojeniową, ponieważ tylko ona jest kontrolowana przez Skarb Państwa.
Reklama
Ma być jeszcze bezpieczniej, a podmioty mogące dostarczyć BMS muszą być już nie tylko polskie, lecz także państwowe. Jednak o ile polskie firmy prywatne mają w tej dziedzinie produkty i pewne kompetencje, o tyle wiadomo, że obecnie Polska Grupa Zbrojeniowa nie ma swojego BMS, który mogłaby zaproponować Ministerstwu Obrony. Tak więc prawdopodobnie będzie musiała się dogadać z którymś z podmiotów prywatnych.
Podobnie sytuacja wygląda, jeśli chodzi o statki bezzałogowe. Unieważniono postępowania „Wizjer”i „Orlik” i teraz – zgodnie z zapowiedziami wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego i szefa Inspektoratu Uzbrojenia generała Adama Dudy, jakie padły na wtorkowej komisji obrony narodowej – jedynym partnerem do rozmowy będzie Polska Grupa Zbrojeniowa. Fakt o tyle zaskakujący, że to WB Electronics, największy prywatny podmiot zbrojeniowy, jest w Polsce liderem, jeśli chodzi o technologie bezzałogowców. Ponad sto egzemplarzy FlyEye jest używanych przez różne służby w kraju, a kolejnych kilkadziesiąt za granicą. Tymczasem produkt PGZ i firmy Eurotech – statek E310 nie był jeszcze sprzedany jakiemukolwiek klientowi komercyjnemu. – Nie będziemy tego komentować, poczekamy na faktyczne działania MON – mówi Piotr Wojciechowski, prezes i główny udziałowiec WB Electronics.

Reklama
Mniej wstrzemięźliwy w ocenie jest Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Każde pokolenie musi uczyć się na własnych błędach i przekonać na własnej skórze, czym jest socjalizm. Opamiętanie przychodzi wtedy, gdy brakuje papieru toaletowego, tak jak się to obecnie dzieje w Wenezueli. PGZ nie ma produktów, a w efekcie takiej polityki wszystko będzie droższe, ponieważ te technologie trzeba będzie kupić – stwierdza Kaźmierczak. I dodaje: Stawianie tylko na państwowe firmy jest szkodliwe dla Polski. Za kilka lat okaże się, że będzie jak w PRL: „ludzie nie dorośli, ale system jest dobry”.
– To jest bardzo jasny sygnał dla przedsiębiorców: jak masz pomysł, wyjedź za granicę i dopiero sprzedawaj to w Polsce. Bo jako prywatny podmiot krajowy będziesz dyskryminowany – powiedział w rozmowie z DGP inny przedsiębiorca zatrudniający kilkuset pracowników.
Ale są też inne głosy. – Jeśli to będzie działanie długofalowe i pójdzie w stronę rozwijania współpracy PGZ z podmiotami prywatnymi, to jestem jak najbardziej za. Jestem za tym, by np. kontraktom powyżej 15 mln zł zawsze liderowała PGZ. Mniejsze firmy po prostu często nie mają zdolności finansowej, by je udźwignąć – mówi Paweł Witkowski, wiceprezes Pimco, które specjalizuje się w dostarczaniu sprzętu chemicznego dla wojska. – Ale jeśli próbujemy znacjonalizować przemysł, to jest to niebezpieczne, bo lepsze technologie powstają dzięki konkurencji. A jak wiadomo, na razie PGZ nie może się pochwalić zbyt zaawansowanymi produktami. Wielu polityków mówi, że powinniśmy iść drogą Niemców czy Francuzów i kupować sprzęt wojskowy tylko u siebie. Ale zapominają o podstawowej rzeczy – firmy francuskie i niemieckie produkują nowoczesny sprzęt – np. czołgi, a my nie – dodaje Witkowski, który w branży zbrojeniowej działa od lat.
Konsumenci w trochę lepszych nastrojach / Dziennik Gazeta Prawna
Polityka Ministerstwa Obrony Narodowej ma kilka poważnych konsekwencji. Po pierwsze, zakup zarówno BMS, jak i bezzałogowców po raz kolejny się opóźni. Tymczasem bez wyboru systemu zarządzania polem walki opóźnią się także inne projekty dla wojska. Z perspektywy żołnierzy jest to wiadomość niekorzystna.
Po drugie, na takim podejściu resortu bardzo zyska Polska Grupa Zbrojeniowa, a straci prywatny przemysł zbrojeniowy. – Musimy usiąść i przemyśleć informację. Porozumienie o współpracy mamy zarówno z PGZ, jak i z WB Electronics. Obie firmy są polskie. Jedyną logiczną drogą jest to, by polskie firmy zbrojeniowe współpracowały ze sobą – stwierdza w rozmowie z DGP Tomasz Zakrzewski, dyrektor działu Defence, Aeorospace & Security w Thales Polska, który jest przedstawicielem francuskiego potentata zbrojeniowego Thales. Nieoficjalnie jednak już słychać, że globalni gracze jasno odebrali sygnał MON i współpraca z polskimi „prywaciarzami” raczej będzie się kończyć niż rozwijać.
Trzecią poważną kwestią jest to, czy podmiot państwowy będzie w stanie dostarczyć rozwiązania na najwyższym poziomie technologicznym. Przykładem mogą być okręty. Z jednej strony mamy budowę patrolowca Ślązak, czyli projekt, który m.in. z winy państwowego producenta ma wieloletnie opóźnienia. Z drugiej strony projekt niszczyciela min Kormoran II został zrealizowany przez podmiot prywatny, grupę Remontowa Shipbuilding, w ciągu dwóch lat – bez opóźnień.
– Ustanowienie monopolu i eliminowanie konkurencyjności nie zagwarantuje jakości sprzętu, ale wysokie ceny – krytykował takie podejście w czasie posiedzenia komisji Czesław Mroczek, były wiceminister obrony odpowiedzialny za zakupy zbrojeniowe.
Na Zachodzie firmy produkujące uzbrojenie są w zdecydowanej większości prywatne (jednym z nielicznych wyjątków jest francuska stocznia DCNS). Mimo to dzięki odpowiednim przepisom państwa mają nadzór nad tym, co jest sprzedawane do innych krajów, a także kontrolę produkcji i zapewnione bezpieczeństwo dostaw. Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej stawia na wariant, w którym samo będzie kupującym i jednocześnie sprzedawcą sprzętu (nadzór nad PGZ sprawuje minister obrony). Przedstawiciele PGZ nie odpowiedzieli wczoraj na nasze pytania dotyczące tej sprawy.