Eksperci obawiają się wzrostu znaczenia państwa w sektorze i zmniejszenia konkurencji. Obecnie udział pięciu największych banków w naszym rynku, co jest najpopularniejszą miarą koncentracji, wynosi ok. 48 proc.
Gdyby prezesowi PZU udało się zbudować wokół Alior Banku jedną z czołowych grup bankowych, to poziom koncentracji zwiększyłby się, ale wciąż daleko by nam było do tych europejskich krajów, w których liderzy kontrolują 80–90 proc. aktywów systemu bankowego. Specjaliści mają wątpliwości, czy wzrost koncentracji byłby korzystny. Niektórzy zastanawiają się, czy w ogóle szybko do niego dojdzie.
Reklama
– Od lat popularny jest pogląd, że w Polsce jest za dużo banków i że potrzebny jest wzrost koncentracji. Ja się z tym nie zgadzam. W kraju o takiej liczbie mieszkańców jak Polska powinno funkcjonować więcej banków niż w krajach małych, nawet o wyższym poziomie zamożności – wskazuje Andrzej Powierża, analityk sektora bankowego w DM Banku Handlowego.

Reklama
– Wieszczenie, że w naszym sektorze bankowym nastąpi gwałtowna koncentracja, ma miejsce od 20 lat. Ona faktycznie postępuje, ale nie sądzę, by była tak szybka – mówi Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej, a w przeszłości m.in. prezes PKO BP i Związku Banków Polskich. – Procesy konsolidacyjne mają oczywiście uzasadnienie w analizie kosztów działania banków. Z drugiej strony do przejmowania banków, które miałyby być sprzedawane, nie ma aż tak wielu chętnych – dodaje.
Niedawno Alior Bank porozumiał się z amerykańską grupą General Electric w sprawie kupna Banku BPH. Przedwczoraj ogłosił wezwanie do sprzedaży jego akcji (ostatecznie Alior wchłonie BPH, ale bez portfela kredytów frankowych). Od dłuższego czasu nabywcy na swoją polską filię szuka austriacki Raiffeisen Bank International (również bez kredytów we frankach). Wśród zainteresowanych, prócz konsorcjum Alior-PZU, wymienia się PKO BP, ING Bank Śląski, BNP Paribas, Santandera, a nawet Bank Pekao. Ten ostatni sam jest przedmiotem sprzedaży – wczoraj jego inwestor strategiczny, włoska grupa UniCredit, wystawił na sprzedaż 10 proc. akcji Pekao o wartości 3,5 mld zł.
O repolonizacji sektora bankowego – przez część specjalistów określanej jako udomowienie – słyszymy od kilku lat. Jako pierwszy głośno mówił o tym Stefan Kawalec, prezes firmy Capital Strategy, w latach 90. wiceminister finansów. – Zwracałem uwagę, że słabością naszego sektora bankowego jest to, że dominują w nim banki, które mają centrale za granicą. Postulowałem, by wychodzących z naszego rynku inwestorów strategicznych w bankach skłaniać do sprzedaży akcji na giełdzie w formule rozproszonej. W ten sposób pojawiłyby się w Polsce banki z rozproszonym kapitałem prywatnym. Jest to model własności dominujący w dużych bankach w Europie Zachodniej i w USA, a w Polsce dotąd nieobecny. Celem takiego procesu udomowienia miało być to, by centra decyzyjne działających w Polsce banków były w kraju, a nie za granicą. Nie chodziło mi jednak ani o nacjonalizację, ani koncentrację sektora bankowego – podkreśla Kawalec.
Szymon Midera, do niedawna prezes Banku Pocztowego, zwraca uwagę, że wzrost koncentracji oznacza mniejszą konkurencję w sektorze, a to negatywne zjawisko z punktu widzenia klientów. – Jeśli znikają instytucje wyspecjalizowane w jakichś niszach, to oferta się ujednolica, a w efekcie wybór jest mniejszy – ocenia nasz rozmówca. O prawdopodobnym spadku konkurencji mówi także Andrzej Topiński. – Dziś jest ona spora. I nie oznacza to, że gdyby do koncentracji w sektorze doszło, toby się zmniejszyła. Cały czas funkcjonowałoby przecież pięciu–sześciu dużych graczy, którym zależałoby na udziałach rynkowych. Tak naprawdę wszystko zależałoby jednak od nastawienia poszczególnych instytucji. Gdyby w czołówce były dwie grupy z udziałem państwa, pojawiłoby się ryzyko, że zależałoby im bardziej na zwiększaniu skali działania niż na efektywności. To mogłoby prowadzić do spadku zyskowności banków – uważa Andrzej Powierża.
Państwo jako głównego właściciela ma największy gracz na naszym rynku – PKO BP, a pośrednio także Alior Bank. W PZU karty rozdaje bowiem również Skarb Państwa.
– Uważam, że propozycja, by budować polskość systemu bankowego poprzez wzrost udziału kontrolowanych przez państwo instytucji finansowych, jest szkodliwa i niebezpieczna – deklaruje Stefan Kawalec. Podaje przykład Czech, gdzie w latach 90. trzeba było dokapitalizować banki uginające się pod ciężarem złych kredytów, ale państwo utrzymało nadzór nad częściowo sprywatyzowanymi instytucjami. Gdy złe kredyty znów dały o sobie znać, trzeba było je ponownie zasilić z budżetu. Wtedy już zdecydowano się na ich sprzedaż inwestorom strategicznym.
– Powiem tak: jeśli ktoś pragnie, aby za 10 lat w opinii publicznej w elitach politycznych zdecydowanie dominował pogląd, że Polska musi zrezygnować z autonomii i niezależności swojego systemu bankowego, banków oraz własnego nadzoru bankowego na rzecz banków kontrolowanych właścicielsko z zagranicy i nadzoru bankowego sprawowanego przez EBC, to powinien ochoczo popierać przejmowanie banków przez instytucje podporządkowane państwu. Ja chciałbym przed tym przestrzec – kończy Kawalec.