Rekordowe spadki funta, przecena akcji, zwłaszcza banków – to wynik brytyjskiego referendum. Banki centralne deklarowały, że są gotowe wkroczyć do akcji. To jednak nie było potrzebne. Inwestorów na rynkach finansowych zaskoczyły wyniki referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Obawy, że Brytyjczycy mogą zagłosować za opuszczeniem UE, były silne na tydzień przed głosowaniem. Wtedy na giełdach miały miejsce duże spadki, osłabiła się również brytyjska waluta. Ponieważ później pojawiały się sondaże wskazujące, że Brexitu nie będzie, nastroje na rynkach wyraźnie się poprawiły.
Reklama
Gdy okazało się, że większość głosujących opowiedziała się za wyjściem kraju z UE, rynek musiał odreagować. Reakcja z początku była bardzo mocna, po kilku godzinach sytuacja poprawiła się na tyle, że duża część indeksów giełdowych była na poziomie zbliżonym do początku minionego tygodnia.
W piątek rano z deklaracjami ewentualnego wsparcia rynków zastrzykami płynności pośpieszyły Bank Anglii i Europejski Bank Centralny (a bank centralny Szwajcarii interweniował, by zapobiec dalszej aprecjacji swojej waluty). Ostatecznie jednak takie wsparcie okazało się niepotrzebne. Komunikat w sprawie Brexitu wydał również Narodowy Bank Polski: „Narodowy Bank Polski na bieżąco monitoruje rozwój sytuacji na rynkach finansowych związanej z wynikami referendum na temat członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej – stwierdził. – Po okresie podwyższonej zmienności na rynkach silne fundamenty polskiej gospodarki będą miały coraz większe znaczenie przy podejmowaniu decyzji przez inwestorów”. A przedstawiciele rządu i Rady Polityki Pieniężnej przekazywali, że nie ma potrzeby interwencji na rynku walutowym.
Czarny piątek dla funta

Reklama
Dla brytyjskiego funta piątek był dniem gorszym od czarnej środy – 16 września 1992 r., kiedy waluta straciła wobec dolara ponad 3 proc. Po tym, jak okazało się, że w referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej więcej było zwolenników wyjścia z UE, funt stracił w stosunku do dolara 10 proc. wartości. Kurs znalazł się na poziomie nieco ponad 1,32 dol. za funta, najniższym od 1985 r. Brytyjska waluta straciła również wobec innych walut. Najbardziej – ponad 14 proc. – w stosunku do japońskiego jena, który okazał się tzw. bezpieczną przystanią dla inwestorów na światowych rynkach.
Do najsłabszych walut należał złoty. W piątek rano kurs franka szwajcarskiego poszybował do ponad 4,2 zł (tak wysoko był wcześniej tylko raz, gdy w styczniu 2015 r. Szwajcarski Bank Narodowy zrezygnował z powiązania notowań swojego pieniądza z euro), by później ustabilizować się w okolicach 4,12 zł. Notowania euro przekroczyły na krótko 4,5 zł, później kurs obniżył się do 4,45 zł.
– Polska gospodarka należy do tych, które są najbardziej narażone na negatywne skutki wyjścia Brytyjczyków z UE. Z jednej strony to kanał handlowy – zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, z drugiej: jesteśmy największym beneficjentem unijnego budżetu, którego przyszłość po brytyjskim referendum stoi pod znakiem zapytania – tłumaczy Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Kursy banków w dół
Także rynki akcji zostały mocno poturbowane przez wyniki referendum. Na Brexit jako pierwsze mogły zareagować giełdy w Azji. Japoński Nikkei 225 spadł o niemal 8 proc. Był to skutek przede wszystkim umocnienia jena. To odbiło się na notowaniach mocno obecnych na giełdzie japońskich eksporterów. W Europie najmocniej traciły indeksy w krajach Zachodu i Południa. Niemal 14 proc. tracił grecki Athex, a 13 proc. hiszpański Ibex. Brytyjski FTSE 250 zniżkował o ponad 7 proc., podobnie francuski CAC 40. Niemiecki DAX tracił ok. 6,6 proc. Inwestorzy obawiali się przede wszystkim wzrostu antyunijnych nastrojów w krajach południa kontynentu.
– Obecność w strefie euro kojarzy się ich społeczeństwom z koniecznością ciągłego zaciskania pasa. Największe ryzyko ciążące teraz nad giełdami to ryzyko polityczne. Unia wymaga pilnej reformy, lepszego dostosowania do oczekiwań społecznych. Samo rozejście się Wielkiej Brytanii i UE, o ile pójdzie szybko i przyjaźnie, nie powinno oznaczać gospodarczego nieszczęścia – ocenia Błażej Bogdziewicz z Caspar Asset Management.
Analitycy w Londynie są mniejszymi optymistami. Joe Rundle z ETX Capital obawia się, że Brexit doprowadzi Wielką Brytanię do recesji, która może spowodować recesję w Europie, a w końcu globalnie.
Jednym z najsłabszych indeksów był w piątek WIG20, który w najgorszym momencie tracił nawet 11 proc. Ostatecznie na zamknięciu zniżkował. Jego notowania ciągnęły w dół m.in. banki. Podobnie było na innych giełdach. W Londynie Barclays tracił 17 proc., a Lloyds Banking Group ok. 20 proc. W Warszawie najmocniej spadały Millennium – o 9,8 proc., do 4,5 zł, mBank – o 8,7 proc., do 304,3 zł i Getin Noble – o 8,3 proc., do 0,44 zł. To instytucje o dużym udziale w portfelach kredytów we frankach. Osłabienie złotego powoduje, że straty poniesione przez osoby spłacające tego rodzaju pożyczki się pogłębiają, co sprzyja oczekiwaniom ustawowego rozwiązania problemu. Koszty tego rozwiązania w największej części poniosą banki.
Od 2-, 3-proc. spadków z powodu Brexitu notowania zaczęły w piątek indeksy w USA. Na koniec dnia indeksy poszły jeszcze nieco w dół, chociaż na korzyść amerykańskich akcji przemawia to, że wynik referendum znacznie zmniejszył prawdopodobieństwo, że w najbliższych miesiącach w Ameryce dojdzie do podwyżki stóp procentowych.
Bezpieczne przystanie drożeją, Południe tanieje
Referendum doprowadziło do sporych zmian cen na rynkach obligacji. 10-letnie obligacje rządu niemieckiego podrożały na tyle, że ich rentowność ponownie spadła poniżej zera (pierwszy raz doszło do tego w poprzednim tygodniu, gdy po raz pierwszy w brytyjskich sondażach więcej było zwolenników wyjścia z UE niż pozostania), zbliżając się do -0,06 proc. Pogłębiła się ujemna rentowność papierów japońskich (-0,18 proc.), a szwajcarskich doszła do -0,56 proc. (dochodowość pięcioletnich papierów szwajcarskich spadła poniżej -1 proc.). Spadki rentowności (czyli wzrosty cen) dotyczyły papierów państw uznawanych za najmniej ryzykowne. Inaczej było w przypadku krajów południa Europy czy naszego regionu. Dochodowość papierów greckich podskoczyła z ok. 7,5 proc. do prawie 8,4 proc., a portugalskich z 3,05 do 3,31 proc.
Podniosła się również rentowność większości obligacji polskiego rządu. W przypadku papierów 10-letnich był wzrost z 3,05 do 3,25 proc. Dochodowość „pięciolatek” również poszła w górę, sięgając 2,46 proc. W przypadku papierów dwuletnich zwyżka rentowności była minimalna – z 1,71 do 1,72 proc.
Gdy Brexit stał się faktem, brytyjskie papiery skarbowe nie potaniały, a zdecydowanie podrożały. Ich rentowność obniżyła się z 1,36 proc. do 1,08 proc. – To naturalna reakcja na oczekiwane problemy gospodarcze kraju – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku. Według analityków ankietowanych przez agencję Bloomberg PKB Wielkiej Brytanii w tym roku miał wzrosnąć o 1,8 proc., a w 2017 r. o 2,1 proc. Niektórzy zaczęli już jednak obniżać prognozy wzrostu brytyjskiej gospodarki.
Niepewność sprzyja metalom szlachetnym
Wyniki brytyjskiego plebiscytu, zwiększając niepewność co do przyszłych losów europejskiej gospodarki, sprzyjały notowaniom metali szlachetnych. Złoto podrożało w piątek o 5 proc. Cena uncji sięgnęła rano 1360 dol. i była najwyższa od dwóch lat, później jednak obniżyła się do ok. 1320 dol. Srebro zanotowało wzrost o niecałe 3 proc. Na drugim biegunie były notowania surowców energetycznych. Przed publikacją wyników referendum baryłka ropy kosztowała ponad 50 dol. W piątek po południu cena była już o ponad 2 dol. niższa.
O kapitał z giełdy nie będzie łatwo
Kiedy Alior świętował sukces wartej 2,2 mld zł emisji akcji, prezes banku nie ukrywał zadowolenia z terminu oferty. – Chcieliśmy zdążyć przed referendum w Wielkiej Brytanii. To był bardzo dobry ruch – mówił w czwartek Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku. Przed referendum księgę popytu na akcje nowej emisji o wartości 400 mln zł zamknął również Bank Ochrony Środowiska.
W gorszej sytuacji są spółki, które na dniach planują ruszyć z ofertą sprzedaży akcji, jak wybierający się na GPW Reino Dywidenda Plus, spółka zarabiająca na wynajmie nieruchomości komercyjnych. Z IPO (pierwsza oferta publiczna) chce pozyskać do 300 mln zł.
Zapisy na akcje spółki dla inwestorów indywidualnych mają się rozpocząć 5 lipca. Reino Dywidenda Plus na razie nie zamierza zmieniać terminów. – Emocje są złym doradcą. Działamy zgodnie z harmonogramem – mówi prezes Radosław Świątkowski.
Na początku lipca mają też ruszyć zapisy na akcje notowanego już na GPW Izo-Bloku. Producent elementów z tworzywa dla motoryzacji liczy na pozyskanie ok. 52,5 mln zł. – Oferta publiczna spółki będzie przeprowadzona zgodnie z harmonogramem. Nie komentujemy wyników transakcji do czasu zamknięcia budowania księgi popytu – informuje Przemysław Skrzydlak, prezes Izo-Bloku.

Polecany produkt: Rachunkowość 2016 >>>

Ale wśród analityków trudno szukać dobrych wiadomości dla poszukujących kapitału na giełdzie. Trzymanie się wyznaczonych terminów, szczególnie w przypadku IPO, traktują jak urzędowy optymizm. – Kto nie zdążył sprzedać akcji przed Brexitem, jest w trudnej sytuacji. Po takich spadkach na razie nikt nie będzie chciał kupować akcji, nie mówiąc o sprzedaży po cenach, które rynek będzie proponował. Okres niepewności może trwać pół roku do roku – ocenia Marcin Materna z Millennium DM.
Znacznie lżej referendum powinno się odbić na rynku obligacji korporacyjnych. Obserwatorzy nie wykluczają, że przez miesiąc lub dwa nieco spadnie popyt na obligacje, m.in. z powodu możliwego wycofywania pieniędzy z funduszy inwestycyjnych, a także chęć emitentów do wychodzenia na rynek, jednak po pewnym czasie sytuacja powinna wrócić do normy.
– Wpływ referendum na rynek obligacji korporacyjnych nie będzie duży. Emisje przeprowadzane przez spółki kierowane są przede wszystkim do krajowych inwestorów, chętni na kapitał z obligacji nie są więc uzależnieni od postrzegania Polski przez zagranicę. To nie znaczy, że żadnej reakcji na Brexit w najbliższym czasie nie będzie. Niewykluczone, że wśród kupujących pojawi się oczekiwanie na wyższe marże w związku z większym ryzykiem i możliwym pogorszeniem sytuacji gospodarczej Polski w długim terminie. Nie będzie to jednak znaczący ruch – ocenia Mirosław Winiarczyk, dyrektor departamentu rynków finansowych Raiffeisen Polbanku.
Ile kosztowały piątkowe spadki na światowych giełdach / Dziennik Gazeta Prawna