Prezes Alior Banku Wojciech Sobieraj przewiduje, że Brexit może być dobrą okazją do przyspieszenia konsolidacji polskiego sektora bankowego.
Reklama
Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku / Dziennik Gazeta Prawna
Czy Brexit coś zmienia dla klientów polskich banków?
Zwiększa niepewność klientów indywidualnych i biznesowych związaną z wyceną akcji i kursami walut. Poza tym nie dostrzegam większych zmian.
To przecież jeden z naszych głównych partnerów handlowych.
Bezpośrednie skutki wyjścia Wielkiej Brytanii będą miały niewielki wpływ. Pierwsze szacunki, czyli zmniejszenie naszego PKB o 0,2–0,3 proc., są i tak sporo na wyrost. Jednak skutki pośrednie mogą być naprawdę duże. Wyjście Wielkiej Brytanii oznacza destabilizację całej Unii, strefy euro i unijnego budżetu. I tutaj potencjalna strata to aż 1 proc. PKB.
Jak będzie wyglądać Unia Europejska w przyszłości?
Sądzę, że będzie mniejsza, ale bardziej zwarta. Wszystkie kraje, które są w strefie euro, będą musiały podjąć wiele decyzji, czy zostają przy wspólnej walucie i na jakich zasadach. Staną przed wyborem odnośnie do wspólnej armii, podatków, polityki migracyjnej czy sądownictwa.
Co powinna wybrać Polska?
Polska w ogóle nie siedzi przy stole. My nie jesteśmy w strefie euro. A to będą najważniejsze decyzje naszego pokolenia.
Czy polscy przedsiębiorcy i pracownicy będą wówczas obywatelami drugiej kategorii, pozbawionymi świadczeń i równego dostępu do rynków?
Naszym interesem narodowym jest, aby polscy pracownicy, przedsiębiorcy oraz młodzież czerpali z możliwości, jakie daje Unia. Nie mogą pozostawać poza głównym nurtem rozwoju.
A może powstanie coś innego niż Unia zbudowana wokół Francji i Niemiec?
Można wrócić do strefy wolnego handlu, jak w czasach Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Dobrze nie mieć barier handlowych, jednak my, mówiąc o Unii, myślimy o czymś znacznie większym niż swobodny przepływ osób, kapitału i usług.
Dokąd przeniesie się City? Do Edynburga? Frankfurtu?
Wielu polityków europejskich i ekonomistów chciałoby ugrać coś na tych zmianach i przenieść część operacji do centrów unijnych. Myślę, że całe londyńskie zaplecze przeniesie się do Dublina. To naturalny zwycięzca przeprowadzki z londyńskiego City. Natomiast cała wartość prawna i analityczna Londynu nie zostanie zachwiana.
Czy rozpad londyńskiego City może być szansą dla polskiej bankowości?
To prawda, że siłą City jest skupienie w jednym miejscu ludzi niezwykle pracowitych i o dużym potencjale. 11 proc. zatrudnionych wokół tego kompleksu to obcokrajowcy. Część z nich to Polacy wykonujący świetną robotę nie tylko analityczną, lecz także decyzyjną. Sądzę, że Warszawa nie będzie miejscem pierwszego wyboru do ewentualnej przeprowadzki. Pewne zadania przesuną się oczywiście do strefy euro, i to przede wszystkim do stolicy Irlandii. Może to wyglądać tak, że siedziby z Londynu formalnie będą przeniesione do Dublina, jednak w istocie większość decyzji będzie zapadać w Wielkiej Brytanii. Zwiększy się natomiast obłożenie linii Londyn – Dublin. Już teraz znaczna część funkcji wsparcia jest w Irlandii. Ze względów kulturowych i geograficznych Dublin będzie naturalnym wyborem wygrywającym z Frankfurtem czy Paryżem.
Wyjście Brytyjczyków może spowodować odpływ kapitału z naszej części Europy. Czy może to przyspieszyć konsolidację sektora bankowego w Polsce?
Zgadzam się, że może być to dobra okazja. Wyceny europejskich banków spadają do najniższych w tym stuleciu. Dochodzi do wycen poniżej wartości księgowej. Banki będą miały utrudniony dostęp do nowych kapitałów. W Alior Banku wyemitowaliśmy akcje z prawem poboru na zakup Banku BPH w ostatnim możliwym momencie, na przełomie maja i czerwca. Dziś przy takiej dozie niepewności emisja praw poboru bądź nowych akcji w takiej skali jak nasza nie byłaby możliwa. W związku z tym konsolidacja sektora bankowego może przyspieszyć i będzie to związane z koniecznością uzupełnienia kapitału przez słabnące banki europejskie. Wyceny banków w Europie spadły praktycznie z dnia na dzień o 23 proc.
Czy przejęcie BPH to koniec zakupów Aliora?
Jestem zwolennikiem aktywnego uczestnictwa w konsolidacji, lecz jestem realistą. Nie da się robić wszystkiego naraz. Nie możemy łapać wszystkich srok za ogon.
Nawet gdy sroka jest tania?
Sroki będą tanie, w związku z tym musimy działać szybko i skutecznie. Brexit może mieć pozytywny wpływ na proces konsolidacji i podejmowanie decyzji w Warszawie.
Czy spadająca wycena banków oznacza niebezpieczeństwo powtórzenia 2008 r. w Europie?
Myślę, że mogą ucierpieć tylko rynki finansowe. Nikt nie wierzy w podwyżkę stóp procentowych ani w USA, ani w Europie. To zła wiadomość dla banków. Długo jeszcze będziemy mieli ujemne stopy procentowe.
Więc jak zarabiać?
Konieczna jest konsolidacja. Wówczas nie ponosi się wszystkich kosztów związanych z prowadzeniem niezależnej działalności bankowej.
Może to spowodować delewarowanie banków i zmniejszanie ich wielkości w stosunku do realnej gospodarki?
To akurat zła wiadomość, bo zmniejszy dostęp do kredytu dla firm. A to oznacza ograniczenie inwestycji i zmniejszenie popytu na nowe kredyty, co też utrudnia działalność banków.
Może lepiej zredukować długi banków.
To temat dyskutowany zwłaszcza we Włoszech, gdzie długi banków sięgają ponad 20 proc. Zapłaci za to społeczeństwo – nie tylko włoskie, lecz unijne. I tutaj widać jedną z dobrych stron bycia poza strefą euro.
Ile powinno być dużych banków z polskim kapitałem?
Zbliżamy się do struktury z pięcioma lub sześcioma bankami. Trudno powiedzieć, jaką rolę będzie odgrywał polski kapitał. Nie wiem, kto wygra wyścig konsolidacyjny. Polska wciąż jest łakomym kąskiem, zwłaszcza w obliczu chwiejnej sytuacji bankowej w Europie. To, co się teraz będzie działo np. z bankiem Raiffeisen, pokaże prawdziwy apetyt na inwestycje w Polsce. Zwiększając kapitał na zakup części Banku BPH, spotykaliśmy się z inwestorami i widać było chęć do inwestowania w Polsce.
Niektórzy mówią, że w Polsce, aby nie być zależnym od zagranicznych decyzji, potrzeba trzech polskich banków.
Tak. Sytuacja, w której decyzje odnośnie do polskich banków zapadają za granicą, jest dla nas szalenie niebezpieczna. Odgórna decyzja z Madrytu czy Paryża może znacznie utrudnić działalność polskim przedsiębiorcom. Polska jest dużą gospodarką i możemy wzorować się np. na rynkach iberyjskich czy skandynawskich. Trzy rodzime banki mogą odgrywać pozytywną rolę dla polskich firm.
Z drugiej strony może grozić ślepy patriotyzm kredytowy. W Chinach podejmowano takie ryzyko kredytowe, że finalnie aż 40 proc. z nich okazało się nietrafionych. Może problemem jest brak dobrych projektów.
To kwestia dotacji unijnych na rozwój infrastruktury i ogółu gospodarki. Wpływ dotacji na sytuację polskich przedsiębiorstw i ich skłonność do inwestycji jest olbrzymi. Wszelkie działania, takie jak te chińskie, prowadziłyby do kompletnej katastrofy. Najważniejsze są ekonomia i odpowiedzialność za depozyty klientów, potem jakość projektów, a dopiero na końcu proweniencja.