Polska Grupa Zbrojeniowa będzie brać 5 proc. od każdej transakcji sprzedaży spółek wchodzących w jej skład. Związki protestują: to grozi bankructwem
Polska Grupa Zbrojeniowa to podmiot, który ma służyć konsolidacji polskiej zbrojeniówki. Na razie tworzy ją kilkadziesiąt spółek, które mają oddzielne osobowości prawne. W maju z centrali PGZ wysłano do spółek podpisane już przez prezesa grupy umowy, które w uproszczeniu przewidują, że od każdej sprzedaży spółka będzie pobierać swoistą prowizję, m.in. za nadzór właścicielski i marketing.
Reklama
Branża od lat jest w kiepskiej kondycji. Miało się to zmienić za sprawą Programu Modernizacji Technicznej Wojska Polskiego. W ostatnich miesiącach podpisano duże kontrakty na modernizację czołgów Leopard (2,4 mld zł), dostawę zestawów przeciwlotniczych Poprad (1 mld zł) i moździerzy samobieżnych Rak (1 mld zł).

Reklama
W przypadku tego ostatniego mówi się nieoficjalnie o tym, że zakładany zysk miał wynosić ok. 2,5 proc. wartości kontraktu. Wniosek? Po podpisaniu umowy z PGZ zamiast zysku Huta Stalowa Wola będzie miała z tego tytułu stratę. – Nie udzielamy informacji dotyczących wewnętrznych spraw PGZ – to stanowisko rzecznika prasowego HSW Bartosza Kopyty.
„Umowy prowizyjne” mają dotyczyć także kontraktów, które zostały wcześniej podpisane i teraz są już realizowane. Zakładając, że przychody grupy wynoszą ok. 5 mld zł rocznie, to centrala PGZ będzie „pobierać” ok. 250 mln zł. Za co? Na co mają być przeznaczone te pieniądze?
– Pytania dotyczą aktywności PGZ SA w stosunku do spółek ze swojej grupy kapitałowej, zarządzania grupą kapitałową, konstruowania rozwiązań w grupie, a zagadnienia te stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa PGZ SA, która stanowi wartość i jej rozpowszechnianie nie leży w interesie PGZ SA, a także całej grupy kapitałowej – odpowiada Weronika Zawadzka, menedżer w biurze public relations PGZ.
Równie wstrzemięźliwi są przedstawiciele spółek. – Uprzejmie informujemy, że dane, o które się pan zwraca, objęte są klauzulą zachowania poufności i stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 11 ust. 4 ustawy z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Wobec powyższego informacje te nie mogą być ujawnione do publicznej wiadomości – stwierdził Michał Rumin ze spółki akcyjnej Rosomak.
Nieoficjalnie wiadomo, że wśród pracowników grupy wrze. – To jest skandal w biały dzień i zabójstwo. Uczciwie by było tak: PGZ załatwiła kontrakt, to bierze prowizję. Ale nie za wszystko – denerwuje się jeden z naszych rozmówców, który prosi o zachowanie anonimowości.
Sprawa oburzyła związki zawodowe. – Wprowadzony w ten sposób „podatek obrotowy” w wysokości 5 proc. może doprowadzić w konsekwencji do zapaści finansowej lub upadłości niektórych spółek zbrojeniowych. W szczególności tych, które wcześniej zawarły wieloletnie kontrakty, nie biorąc pod uwagę tego dodatkowego kosztu – głosi stanowisko Krajowej Sekcji Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, pod którym podpisał się przewodniczący Stanisław Głowacki. Według związku te środki powinny być przeznaczone przede wszystkim na rozwój przedsiębiorstw należących do PGZ. „Domagamy się zrewidowania przez strony umów prowizyjnych w kierunku obniżenia i zmiany zasad naliczania prowizji pobieranej od spółek PGZ” – można przeczytać w końcowym zdaniu stanowiska.
Według naszych rozmówców zastanawiające jest to, że PGZ będzie pobierać wynagrodzenie za marketing. Biorąc pod uwagę, że najważniejszym klientem spółek grupy jest Wojsko Polskie, a część produktów jest rozwijana w bliskiej kooperacji z wojskowymi, dziwić może, do kogo mają być skierowane „akcje marketingowe”. Eksport w spółkach PGZ jest na poziomie śladowym.
Po podpisaniu nowych umów centrala PGZ będzie miała do rozdysponowania kilkaset milionów rocznie. Warto pamiętać, że zarówno za poprzedniego, jak i tego rządu znajdują tu zatrudnienie ludzie blisko związani z partią akurat rządzącą.
W PGZ jest mowa o dalszej konsolidacji – planowane jest m.in. stworzenie Centrum Usług Wspólnych.
Doświadczenia z konsolidacji w polskiej zbrojeniówce są fatalne, oto przykład jeszcze z czasów poprzedniej próby, czyli Polskiego Holdingu Obronnego. – Fabryka sprzętu kupowała smary u swojego sąsiada tuż za płotem. Za 8 tys. zł miesięcznie. Nagle nastał PHO i okazało się, że wszystkie takie rzeczy trzeba kupować za pośrednictwem centrali. Smary dalej były kupowane za płotem, ale kosztowały już 12 tys. zł miesięcznie – opowiada rozmówca DGP z branży.