Dieselgate zatacza coraz szersze kręgi. Tym razem w kręgu podejrzeń znalazł się Nissan. Japońskiego producenta oskarżają władze Korei Południowej, które w poniedziałek przedstawiły wyniki trwającego pięć miesięcy śledztwa.
Według Koreańczyków poziom emisji szkodliwych substancji w samochodach Nissana wyraźnie odbiega od danych oficjalnie podawanych przez producenta. Zdaniem koreańskiego resortu środowiska Japończycy instalowali w swoich autach oprogramowanie, które w oficjalnych testach miało zaniżać poziom szkodliwości spalin. Dotychczas zbadano silniki dostosowane do europejskiej normy Euro 6, ale koreański rząd nie wyklucza, że przebada także starsze wersje.
Reklama
Niespełna rok temu identyczne zarzuty postawiono Volkswagenowi. W przypadku niemieckiego koncernu okazały się one prawdziwe. Tym razem spalinowy szwindel miałby dotyczyć najpopularniejszego modelu w gamie Nissana – Qashqaia, produkowanego w fabryce w Sunderland. We wrześniu ubiegłego roku producent informował, że z taśm angielskiego zakładu zjechało już pół miliona egzemplarzy drugiej generacji tego modelu. W ubiegłym roku w Europie auto kupiło ponad 232 tys. klientów. Qashqai tym samym jest jedynym azjatyckim modelem w pierwszej dziesiątce najchętniej kupowanych samochodów osobowych na Starym Kontynencie, zajmując na tej liście 7. miejsce. Według Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego w 2015 r. klienci zarejestrowali w Polsce 6388 takich pojazdów (21 proc. więcej niż rok wcześniej). W pierwszych czterech miesiącach tego roku nabywców znalazło kolejne 2,3 tys. aut.

Reklama
Koreańczycy domagają się teraz akcji serwisowej dla nissanów qashqai sprzedanych w kraju (ma ona dotyczyć 814 pojazdów). Za ujawnione nieprawidłowości rząd w Seulu chce także nałożyć grzywnę w wysokości 330 mln wonów (ok. miliona złotych). Po dochodzeniu w sprawie Volkswagena Korea ukarała niemiecką firmę kwotą ponad 12 mln dol. (ok. 46 mln zł) i ogłosiła nakaz przeprowadzenia kampanii naprawczej w 125 tys. samochodów sprzedanych na lokalnym rynku.
Większe pieniądze Nissan będzie mógł stracić w sądzie. Koreański rząd zastanawia się bowiem nad złożeniem oficjalnego pozwu przeciwko lokalnej filii Nissana.
– Nissan nie manipuluje danymi dotyczącymi swoich samochodów, nie ma i nie stosuje w produkowanych przez siebie samochodach żadnych nielegalnych czy fałszujących dane urządzeń. Qashqai uzyskał homologację zgodnie z koreańskimi przepisami. Ponadto, w wyniku rygorystycznych testów z zastosowaniem podobnych do koreańskich standardów, władze UE stwierdziły, że w testowanych pojazdach Nissana nie były używane żadne nielegalne urządzenia – tłumaczy Dorota Pajączkowska, rzecznik polskiej filii Nissana, i dodaje, że choć wnioski wyciągnięte przez władze koreańskie są sprzeczne z przedstawionymi przez inne instytucje kontrolne, Nissan dokładnie oceni i rozważy dalsze kroki w tej sprawie. – Zobowiązujemy się do przestrzegania prawa i spełniania norm lub spełniania nawet bardziej rygorystycznych wewnętrznych kryteriów na każdym rynku, na którym działamy. Nissan kontynuuje współpracę z władzami Korei – ucina Pajączkowska.
W ubiegłym tygodniu Nissan za 2,2 mld dol. (8,5 mld zł) kupił 34-proc. pakiet akcji konkurencyjnego Mitsubishi, które także zostało oskarżone o fałszowanie wskaźników zużycia paliwa. Ta firma przyznała się do manipulacji w 625 tys. samochodów wypuszczonych na japoński rynek. Rzeczywiste deklarowane spalanie nie było zgodne z japońskimi normami w modelach, które były produkowane m.in. dla Nissana. Po ujawnieniu skandalu od 20 kwietnia cena akcji Mitsubishi spadła o ponad 40 proc.
W przypadku Nissana inwestorzy na razie zbagatelizowali oskarżenia koreańskiego rządu. W poniedziałek akcje japońskiego producenta aut minimalnie podrożały.
W tym roku obrachunkowym (do marca 2017 r.) Nissan spodziewa się sprzedać 5,6 mln pojazdów, o 3,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Da to udział w globalnym rynku na poziomie 6,3 proc.
Przekręty kosztują krocie
O tym, że manipulacje przy wskaźnikach emisji spalin są boleśnie nieopłacalne, przekonał się Volkswagen AG. W samym tylko 2015 r. koszty koncernu związane z dieselgate wyniosły ponad 16 mld euro (70 mld zł) i przełożyły się na stratę roczną w wysokości 4,1 mld euro (18 mld zł). Tegoroczny koszt afery spalinowej może być znacznie większy, bowiem nie tylko będzie obejmował dłuższy okres, ale przede wszystkim uwzględni koszty akcji naprawczej w Stanach Zjednoczonych. Koszty ugody Volkswagena z amerykańskim rządem szacowane są na 10 mld dol. (39 mld zł). Szczegóły mają być dopracowane do 21 czerwca, ale już dziś wiadomo, że producent z Wolfsburga będzie musiał odkupić lub naprawić ponad pół miliona pojazdów z zafałszowanym oprogramowaniem. Do tego należy doliczyć odszkodowania dla amerykańskich klientów, którzy kupili samochody z zaniżoną emisją spalin. Jednostkowe zadośćuczynienie ma wynieść ok. 5 tys. dol. (ponad 19 tys. zł). Drugim znaczącym składnikiem kosztów będą akcje przywoławcze w Europie, które w znacznej mierze zależą od samych właścicieli pojazdów. Im więcej z nich zdecyduje się na naprawę, tym więcej zapłaci VW.