statystyki

Majman: Nie jesteśmy tak zdesperowani, żeby kupować inwestycje

autor: Damian Furmańczyk12.05.2016, 07:59; Aktualizacja: 12.05.2016, 08:32

- Według naszych wyliczeń za pieniądze z pomocy publicznej, której chciał Jaguar, można byłoby stworzyć 17 tys. miejsc pracy - zauważa Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

W portfelu PAIiIZ znajdują się obecnie 192 projekty o wartości prawie 4 mld euro. Jaki procent z nich realnie można sfinalizować w tym roku?

Szalenie trudne pytanie. Po ludzku mówimy o potencjale wygenerowania ponad 41 tys. miejsc pracy. Hit rate, czyli stosunek realizowanych projektów do ogólnej ich liczby, którą mieliśmy w portfelu w poprzednich latach, wynosił ok. 30 proc.

W tym roku będzie lepiej?

W zeszłym roku zamknęliśmy ponad 50 projektów. O tej porze mieliśmy zrealizowanych osiem, teraz mamy 17. Poza tym wspomniane 30 proc. to tylko średnia realizacji i nie oznacza ona, że pozostała część znika. Wiele z nich przenosi się po prostu na później.

To będzie lepiej czy nie?

Nie przewiduję, żeby było gorzej.

Wielu ekspertów obawiało się, że spory polityczne i nowa koncepcja gospodarki odciągną inwestorów z Polski.

Tego typu zmiany i różnego rodzaju zawirowania wokół ratingów wpływają wyłącznie na inwestorów finansowych. My mamy do czynienia z inwestorami, którzy myślą o perspektywie 5, 10 czy nawet 20 lat. Ich interesują zupełnie inne zmienne.

Podczas swojej niedawnej wizyty w Warszawie Tae-hee Wo, wiceminister handlu, przemysłu i energii Korei Południowej, powiedział, że Polska jest inwestycyjnym celem numer jeden tego kraju w całej Europie. Nie przejęzyczył się przypadkiem?

Byłem na tej konferencji i wiem, że się nie przejęzyczył. Koreańskie think tanki rządowe sygnalizują, że Polska staje się przemysłowym hubem Europy z bardzo obiecującym tempem rozwoju przemysłu.

W co konkretnie Koreańczycy chcą u nas inwestować? W motoryzację? Elektronikę?

Jedno i drugie. Przemysł samochodowy i elektronika są na pierwszym miejscu, ale Korea jest także pionierem budowania w Polsce centrów badawczo-rozwojowych. Mamy inwestycyjny come back krajów, które 15–20 lat temu rozpoczynały w naszym kraju cykl inwestycji zagranicznych. W latach 90. koreańskie i japońskie inwestycje kojarzyły się jednak zupełnie inaczej – z przywożeniem mnóstwa maszyn, kilkutygodniowym szkoleniem personelu i mozolnym składaniem urządzeń przy taśmie. O takich inwestycjach możemy już jednak zapomnieć.

Dlaczego?

Ponieważ głównym czynnikiem była wtedy niska cena pracy.

A teraz nie jest?

Jeśli ktoś szuka parametru taniej siły roboczej, to trafia do nowych krajów UE: Rumunii, Bułgarii, lub innych państw bałkańskich. Według najnowszych analiz cena siły roboczej oceniana jest jako czynnik obniżający atrakcyjność inwestycyjną w Polsce.

Wciąż jesteśmy znacznie tańsi niż większość państw europejskich.


Pozostało 71% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane