Europejski Bank Centralny dąży do osiągnięcia założonego celu inflacyjnego, ale jego polityka jest coraz bardziej desperacka. Strefa euro i EBC mają ten sam problem: polityki fiskalna i strukturalna nie działają, a sama polityka pieniężna nie wystarcza, by przyspieszyć odbudowę gospodarki. To żadna niespodzianka.
Reklama
Jeśli oczekiwania inflacyjne są niskie, a stopy procentowe – zerowe lub ujemne, samą polityką pieniężną trudno zmienić te pierwsze bez bezpośrednich masowych transferów pieniężnych, które mogłyby zakładać przesyłanie pieniędzy bezpośrednio na konta obywateli.
Zgodnie ze standardową teorią makroekonomiczną przy niskiej inflacji i pułapce płynności obniżenie stóp procentowych pomoże tylko do pewnego stopnia. Potwierdzają to doświadczenia japońskiej abenomiki. Obszerny program zakupowy do pewnego stopnia zmienił oczekiwania inflacyjne, ale powolne postępy polityk fiskalnej i strukturalnej nie doprowadziły do znaczącego wzrostu inflacji ani przyspieszenia wzrostu PKB. Polityka fiskalna strefy euro ma dość mizerny wpływ na wzrost i skuteczność działań EBC. Strefa euro potrzebuje ram, które zdefiniują rolę narodowych polityk fiskalnych we wspieraniu stabilności gospodarczej strefy euro. Dostrzegamy cztery główne aspekty budowy takich ram.
Po pierwsze, strefa euro powinna być zdolna do ograniczenia długu publicznego, jeśli osiągnie on poziom trudny do zrównoważenia. Proponujemy, by w razie przyjęcia nowego Europejskiego Mechanizmu Stabilności (ESM) okres zapadalności długu był wydłużany o okres obowiązywania ESM. Byłby to silny stabilizator w razie kłopotów fiskalnych, dający państwom oddech i pozwalający im na wolniejsze i mniej bolesne dostosowanie fiskalne. Taki krok jest jednak możliwy wyłącznie w sytuacji, gdy system finansowy jest w stanie sobie poradzić z taką łagodną restrukturyzacją zadłużenia. Aby tak było, system bankowy musi być mniej zależny od rządów narodowych. Można do tego doprowadzić poprzez jednoczesne wprowadzenie wspólnej europejskiej gwarancji depozytów oraz ustalenie limitów ekspozycji na dług publiczny.
Po drugie, w czasach tak nadzwyczajnych, jak obecne, państwa członkowskie muszą koordynować swoje polityki fiskalne, by ukształtować w obrębie strefy euro jednolity kurs fiskalny. Ostatecznie będzie to wymagać wprowadzenia większej liczby wiążących zasad i demokratyzacji procesu decyzyjnego. W tym celu jednak należy zmienić traktaty unijne. Z kolei w krótkim okresie Europejska Izba Skarbowa powinna uzyskać mandat do orzekania, czy nadeszły złe czasy, oraz do udzielania rekomendacji w sprawie polityki wydatkowej państw strefy euro. Nie zapominajmy, że 98 proc. wydatków rządowych dokonuje się na poziomie narodowym, a zatem koordynacja polityk wydatkowych państw członkowskich jest kluczowa dla zapewnienia stabilności ekonomicznej.
Po trzecie, narodowe polityki fiskalne powinny być bardziej zrównoważone. Zamiast „elastycznego” podejścia opartego na skomplikowanych zasadach i uznaniowości, proponujemy oddzielne traktowanie prowzrostowych nakładów inwestycyjnych i nakładów na walkę z bezrobociem cyklicznym. Po czwarte wreszcie, strefa euro powinna stworzyć dodatkowy mechanizm rozdziału ryzyka na wypadek dużych szoków. Taki mechanizm nie powinien zależeć od polityków. Politycznie kształtowana, przeciwcykliczna polityka fiskalna często nie odpowiada potrzebom czasu i odnosi skutek odwrotny od zamierzonego. Europejski mechanizm podziału ryzyka powinien być automatyczny i skonstruowany tak, by pomóc państwom zmagającym się z recesją znacznych rozmiarów na wzór tej, jaka dotknęła Hiszpanię.
Naszym zdaniem stworzenie unijnego modelu zabezpieczenia na wypadek bezrobocia uzupełniłoby istniejące struktury rozdziału ryzyka i pomogłoby w zmaganiach z recesją znacznych rozmiarów. Byłoby też dobrym punktem wyjścia do dalszej strukturalnej konwergencji rynków pracy. Nasze propozycje, które w krótkim okresie nie wymagają zmian traktatowych, zwiększyłyby zdolność państw członkowskich do stabilizowania gospodarek przy użyciu polityki fiskalnej i ograniczyłyby obciążenia EBC.