Lipiec był siódmym z rzędu miesiącem, w którym Polska zanotowała nadwyżkę obrotów bieżących bilansu płatniczego i nadwyżkę w obrotach towarowych.

Z perspektywy wzrostu gospodarczego to korzystne trendy. Napływ do gospodarki pieniędzy, związany z nadwyżką w obrotach bieżących, to również czynnik sprzyjający umacnianiu się złotego.

Dodatnie saldo w obrotach bieżących wyniosło w lipcu 2,5 mld zł. Analitycy spodziewali się jednak lepszego wyniku.

Słabnie popyt na żywność

W dodatku nie taki korzystny jest sposób, w jaki osiągamy nadwyżkę. Dzieje się to bowiem w warunkach spadającego eksportu. Jeszcze w I kw. rósł on w tempie kilkunastu procent w skali roku. W czerwcu sprzedaż eksportowa była już o 2 proc. niższa niż rok wcześniej. W lipcu tempo spadku jeszcze się pogłębiło – eksport był o 5,6 proc. niższy niż rok wcześniej. Poprawa salda wzięła się stąd, że import kurczył się jeszcze szybciej: z danych NBP wynika, że spadek wyniósł 15,1 proc.

„Na spadek wartości eksportu wpłynęło dalsze zmniejszanie się eksportu towarów zaopatrzeniowych oraz dóbr konsumpcyjnych. Po raz pierwszy w tym roku zmniejszyła się również wartość eksportu żywności i dóbr inwestycyjnych. Wzrostowa tendencja utrzymała się natomiast w eksporcie środków transportu” – podał w komentarzu bank centralny. Wyjaśnił też, że przyczyna spadku importu to przede wszystkim mniejsza wartość importu paliw na skutek spadku ich cen.

„Jedyną kategorią, gdzie wartość importu była wyższa w porównaniu z 2022 r., były środki transportu. Złożył się na to wzrost popytu na nowe samochody osobowe oraz większe dostawy części motoryzacyjnych związane z rosnącym eksportem tej branży” – podał NBP.

W przeliczeniu na euro eksport nadal rósł. – Wartość eksportu towarów była zaledwie o 1,3 proc. wyższa niż rok wcześniej, po wzroście o 1,7 proc. w czerwcu, co wynika ze stagnacji w gospodarce europejskiej i prawdopodobnie z recesji w gospodarce niemieckiej w ostatnich kwartałach. Do strefy euro trafia ok. 60 proc. polskiego eksportu, z czego prawie połowa do Niemiec – podkreślił Leszek Kąsek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

– W całym roku spodziewamy się dalszej poprawy salda obrotów bieżących do 1,5 proc. PKB na plusie po 3,0 proc. deficytu w 2022 r. Głównymi czynnikami ryzyka dla salda obrotów bieżących w tym roku pozostają wydatki zbrojeniowe oraz dalsze wzrosty cen ropy naftowej i gazu ziemnego, które wyraźnie odbiły w sierpniu – przewiduje Kąsek.

Napływ kapitału

Dane przedstawione przez bank centralny pomagają wyjaśnić źródła umocnienia złotego z poprzednich miesięcy. Chodzi nie tylko o przewagę eksportu nad importem, lecz także o napływ inwestycji do Polski: przede wszystkim o zakupy dokonywane przez inwestorów portfelowych. 12-miesięczne saldo zakupów obligacji od kwietnia do lipca tego roku przekraczało 50 mld zł. Z inwestowaniem na taką skalę w nasze papiery dłużne ostatni raz mieliśmy do czynienia w I połowie poprzedniej dekady.

W środę tempo spadku kursu naszej waluty wyhamowało

Ale sam lipiec był najsłabszym od marca miesiącem, jeśli chodzi o przepływy kapitału portfelowego na naszym rynku. Inwestorzy wycofali papiery o wartości 4,6 mld zł, a ogółem nastąpił spadek o 3,9 mld zł. Te statystyki sygnalizują, że trend aprecjacyjny złotego wygasał.

W ostatnich dniach zaś mieliśmy do czynienia z jego gwałtownym odwróceniem. Stały za tym większa od oczekiwanej obniżka stóp procentowych dokonana przez Radę Polityki Pieniężnej, a także komentarze szefa banku centralnego, Adama Glapińskiego, wskazujące, że RPP nie zależy na szybkim dojściu do oficjalnego celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. W środę tempo spadku kursu naszej waluty wyhamowało. Z komentarzami, które miały na celu wsparcie złotego, pośpieszyli m.in. Artur Soboń, wiceminister finansów, Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, czy niektórzy członkowie RPP.

Popyt na złoty kształtują też przepływy związane z inwestycjami bezpośrednimi. Tu po odpływie 5,1 mld zł w czerwcu w kolejnym miesiącu mieliśmy napływ na poziomie 16,3 mld zł. Od kilkunastu miesięcy napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski spowalnia. Dzieje się to głównie za sprawą mniejszego zadłużania się polskich spółek córek u zagranicznych właścicieli. Przyrost inwestycji bezpośrednich to nie tylko nowe środki przekazywane do kraju z zagranicy, lecz także ta część zysków polskich spółek, która nie jest wypłacana w postaci dywidendy, a zasila ich kapitały. ©℗

ikona lupy />
Wraca równowaga / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe