Gdybym miał stwierdzić, jaka dziedzina najbardziej kuleje pod względem regulacji – wybrałbym reklamę. Przepisy, które istnieją, nijak nie przystają do współczesności. Zatrzymaliśmy się w erze telewizji, i to gdzieś pomiędzy analogową a cyfrową.
Jednocześnie niemal każdy klient uważa, że jest odporny na reklamę, więc i regulacja powinna ograniczyć się do tego, by nasz ulubiony program był przerywany tylko raz, a nie siedem razy. Cóż, gdybyśmy rzeczywiście byli tak odporni na reklamę, przedsiębiorcy by się nie zabijali o to, co jest na tym niedoskonałym rynku dozwolone, a co nie.
Przykład z ostatnich dni: reklama aptek. A właściwie jej zakaz. Być może nie wszyscy wiedzą, ale farmaceutom w Polsce nie wolno się promować, tak samo jak nie mogą tego robić choćby adwokaci czy radcowie prawni. Zakaz reklamy aptek jest korzystny dla lokalnych farmaceutów, którzy nie dysponują budżetem na promocję, a jednocześnie skrajnie niekorzystny dla sieci aptecznych, które chętnie zasypałyby pacjentów informacjami o tym, że dwa opakowania preparatu na hemoroidy można nabyć w cenie jednego.