Kolejny krok w dobrą stronę, ale nikt nie odrobi za nas pracy domowej – tak jednym zdaniem można podsumować ubiegłotygodniowe spotkanie ministrów obrony Sojuszu Północnoatlantyckiego w Brukseli. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami sekretarza generalnego organizacji Jensa Stoltenberga politycy potwierdzili silniejsze zaangażowanie na Wschodzie.
Z naszego punktu widzenia, członka Sojuszu, który jest położony na jego wschodniej flance, kluczowe jest to, że temat obecności w tym rejonie świata był jednym z głównych na tym spotkaniu (bo już na weekendowej, bardzo prestiżowej konferencji ds. bezpieczeństwa w Monachium zdecydowanie nie). Chcąc nie chcąc, nasi partnerzy przyjęli do pewnego stopnia polski punkt widzenia i przyznali, że sytuacja na Wschodzie w ostatnich latach radykalnie się zmieniła.
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że to my otworzyliśmy im oczy. To po prostu efekt ruchów Władimira Putina. Ale działania polskich rządów, zarówno poprzedniego ministra obrony Tomasza Siemoniaka, jak i obecnego Antoniego Macierewicza, są w tym obszarze spójne i konsekwentne. Zależy nam na jak największej obecności wojsk sojuszniczych w regionie. I ciągłe tego powtarzanie też na pewno miało swój wpływ na zmianę podejścia polityków w niektórych krajach Zachodu. Nawet jeśli wciąż brakuje wielu konkretów.