ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
Polska skręca w prawo. To główny wniosek, jaki świat wyciągnął z naszych wyborów parlamentarnych, i to uogólnienie można pewnie przyjąć jako bliskie prawdy. Co to oznacza dla gospodarki? Ekonomiści skupiają się na ocenach konkretnych propozycji gospodarczych PiS. Ja chciałbym wejść na chwilę na wysoki poziom ogólności i zadać pytanie: czy prawica, idee narodowe i narracja patriotyczna mogą stać się nowym spiritus movens polskiej modernizacji? Prawica ma tę przewagę nad pragmatycznym, liberalnym centrum, że łatwiej może mobilizować ludzi wokół pewnych wartości i przez to łatwiej domagać się wyrzeczeń i ambitnych zmian, jakich modernizacja wymaga. Ma jednak ten problem, że nazbyt często zamiast emocji pozytywnych mobilizuje emocje negatywne.
Na fundamentalny skręt polskiej polityki na prawo wskazuje kilka zjawisk. Po pierwsze, charakter prawicowy ma w Polsce nie tylko główna partia walcząca o władzę, ale też główne partie protestu. Po drugie, zwycięstwo prawicowej opozycji to nie tylko efekt lepszej walki o tradycyjny elektorat, ale też skutek przejmowania elektoratu dużych miast. Po trzecie, badania socjologiczne pokazują radykalizację postaw prawicowych wśród młodzieży. Po czwarte wreszcie, odwrót od zachodnioeuropejskiego liberalizmu w kierunku idei narodowych to trend widoczny w wielu krajach peryferyjnych Europy, np. na Węgrzech, w Turcji czy w Rosji. Niewykluczone, że ten trend dotarł też do nas.
Jeżeli taki przechył na prawo rzeczywiście będzie się potwierdzał, to należy bardziej się go bać, czy może dostrzegać w tym jakieś nadzieje? Mam tu na myśli pytanie o długookresowy kierunek polskiej modernizacji rozumianej jako projekt zwiększania zamożności społeczeństwa i budowania stabilnych, nowoczesnych instytucji politycznych.
W historii nacjonalizm i patriotyzm stanowiły często wsparcie procesu modernizacji, ponieważ ułatwiały społeczeństwom przejście od ładu opartego na interesach kastowych, klanowych, klasowych itd. do ładu opartego na wspólnym prawie i powszechnie podzielanych wartościach. Pisał o tym np. Francis Fukuyama w swojej niedawnej bardzo ciekawej książce o ładzie politycznym: „Stabilność polityczna jest znacząco wzmacniana, jeżeli ludzie odczuwają emocje patriotyczne. Na przykład we współczesnych Chinach partia komunistyczna czerpie legitymizację do władzy z wyników gospodarczych, ale również z tego, że przedstawia się jako wcielenie chińskiego patriotyzmu”. Odwołanie do Chin można uznać w naszym przypadku za niefortunne, ale kiedy spojrzymy na azjatyckie tygrysy, które osiągnęły ogromne sukcesy gospodarcze (np. Japonię czy Koreę Południową), zobaczymy, że nacjonalizm jest tam mocno rozpowszechniony oraz że odgrywał niemałą rolę w mobilizowaniu tych społeczeństw do modernizacji.
Były kanclerz Niemiec Helmut Schmidt mówił, że jak ktoś ma wielkie wizje, to powinien iść do psychiatry. Ale chyba nie do końca miał rację, bo dość powszechnie oczekuje się od polityków, że opiszą swoje działania w kategoriach wielkich celów lub przynajmniej będą wyrażać jakiś spójny zestaw wartości. Wydaje się, że w Polsce mamy do czynienia za starciem dwóch zestawów wartości politycznych: liberalnego, skupionego wokół próby imitacji zachodniego modelu społeczeństwa, i narodowego, nastawionego na utrzymanie tradycji, kultywowanie odrębności i wielkości Polski. Nie jest to wojna kultur, ale napięcie między tymi dwoma obozami widać od lat.
W ostatnim ćwierćwieczu dominował ten pierwszy zestaw wartości. Obranie wielkiego celu, jakim jest integracja z Zachodem, pozwoliło polskim elitom w ciągu 25 lat wprowadzić wiele zmian, które nie udały się w większości krajów peryferyjnych świata – całkowite otwarcie handlu na świat, utrzymanie bardzo stabilnego pieniądza i względnie stabilnej równowagi budżetowej, odcięcie większości firm państwowych od subsydiów, prywatyzacja ogromnej części majątku państwowego, ograniczenie korupcji itd. itp. Chęć integracji z Europą Zachodnią była kluczowym czynnikiem pozwalającym uzyskiwać zgodę polityczną na wszystkie trudne decyzje. To absolutnie nie jest przypadek, że na finiszu kampanii wyborczej PO wypuściła hasło „Go West” – okazało się ono niefortunne, ale odzwierciedla głęboko zakorzenioną cechę myślenia elit rządzących Polską: że naszym głównym celem jest imitacja Zachodu.
Możliwe, że teraz przestawiamy się na drugi zestaw wartości politycznych. Wciąż marzymy o tym, by być zamożni jak Zachód, ale cele są zorientowane bardziej wewnętrznie i bez związku z porównaniami do innych. Prawica chce mieć Polskę solidarną i silną, zwróconą w kierunku tradycji, a nie modernizacji kulturowej, gdzie wspólnota jest pojęciem bardziej istotnym niż wolność. Nie wiem, co z tego projektu wyniknie, ale niewykluczone, że polityka patriotyczna będzie umiała lepiej poradzić sobie z pułapką, w którą wpada polityka liberalna – pułapka polega na tym, że jeżeli koncentrujemy się na celach związanych z dochodem per capita, to nie jesteśmy w stanie przekonać ludzi, że istnieje coś istotniejszego niż bieżąca konsumpcja. A więc nie jesteśmy z nich w stanie wykrzesać więcej ambicji do zmian.
Możliwe, że polityka patriotyczna będzie umiała dzięki temu poradzić sobie z partykularyzmami, które blokują wzrost produktywności gospodarki. Takich partykularyzmów jest w Polsce wiele: różne grupy zawodowe, regionalne, biznesowe, urzędnicze itd. wyciągają z budżetu pieniądze, otaczają gospodarkę siecią skomplikowanych regulacji, łatwo budują w mediach przekaz oparty na ich wąsko pojmowanych interesach. Budowa narracji politycznej opartej na wspólnocie wartości, na dbałości o naród, na solidarności może być bardziej efektywnym sposobem radzenia sobie z tym problemem niż dość abstrakcyjna narracja oparta na produktywności, dochodzie per capita, doganianiu Zachodu itd.
Niestety, jest też cała masa zagrożeń, jakie niesie ze sobą ewentualny trwały skręt w prawo. Idee liberalne bywają może nudne, ale idee narodowe rodzą się często na gruncie emocji negatywnych, które koncentrują się nie na tym, dokąd mamy iść, ale przed czym mamy się bronić. Zobrazuję to przykładem – przed wyborami jeden z prawicowych tygodników zamieścił okładkę z tytułem „Idzie przełom – co trzeba zmienić, by Polacy nie uciekali z Polski”, a inny prawicowy tygodnik miał na okładce tytuł „Bić k...y i złodziei”. Pytanie, który typ myślenia będzie dominował na prawicy, bo mam wrażenie, że oba będą się nawzajem wykluczały. Jeżeli za hasłem zmiany kryje się jedynie odwet Polski B na Polsce A, to daleko nie zajedziemy. Jeżeli nowy rząd będzie dbał głównie o zwiększenie redystrybucji fiskalnej w kierunku wspierającego go elektoratu, to ogromne wyzwania strukturalne polskiej gospodarki pozostaną nierozwiązane.
Na razie PiS zgłaszał głównie pomysły i projekty, które ograniczają się do zwiększonej redystrybucji. Taka była logika walki wyborczej. Najbliższy rok pokaże, czy jest w stanie wyjść poza ten wąski sposób myślenia. ©?
Na skręt polskiej polityki w prawo wskazuje kilka zjawisk, m.in. postępujący radykalizm wśród młodzieży oraz to, że opozycja przejęła elektorat dużych miast