Grupa Dron House ruszyła z produkcją całkowicie polskiego bezzałogowego statku powietrznego pionowego startu. Bielik ma zasięg 5 km i może się poruszać z prędkością 70 km/h
Pierwsze egzemplarze trafią do klientów na początku przyszłego roku. – Toczymy zaawansowane rozmowy o ich dostawie nie tylko z agendami rządowymi, ale także klientami prywatnymi – opowiada Artur Książek, konstruktor i jeden z właścicieli Dron House. – Nasz dron jest praktycznie w całości produkowany w Polsce. To są stworzone przez nas algorytmy i kody. Nawigacja oparta jest na polskich rozwiązaniach. Tak samo łączność – dodaje. Bielik waży prawie 4 kg, ma zasięg 5 km i może się poruszać z prędkością 70 km/h. Maksymalna wysokość, na którą może się wzbić, to 6 tys. m n.p.m.
Reklama
Firma nie koncentruje się wyłącznie na produkcji i sprzedaży obiektów latających. Kolejnymi filarami działalności mają być usługi, szkolenia oraz doradztwo prawne. Dron House zajmuje się na przykład wykonywaniem zdjęć rozległego obszaru i analizą danych. Potencjalnymi klientami mogą być m.in. administracja publiczna (szukanie nielegalnych składowisk śmieci), Lasy Państwowe (inwentaryzacja dróg leśnych czy roślinności, ocena zagrożenia pożarowego) czy kolej, która już teraz z bezzałogowców korzysta przy monitorowaniu transportów węgla. Jeśli zaś chodzi o szkolenia, to firma proponuje sześciodniowe kursy na licencje operatora, które mogą się kończyć państwowym egzaminem. – Zakładamy, że w 2016 roku nasze obroty wyniosą kilkadziesiąt milionów złotych – stwierdził w rozmowie z DGP jeden z przedstawicieli spółki.

Reklama
Obecnie w Polsce największym producentem dronów jest WB Electronics. – Dron House to kolejna firma na naszym rynku. Konkurencji życzymy jak najlepiej, ale na razie nie widzimy zagrożenia z ich strony. Jeśli chodzi o produkcję systemów bezzałogowych dla wojska, to w Polsce jesteśmy zdecydowanym liderem. Nasze rozwiązania są sprawdzone, służyły na misji w Afganistanie, korzysta z nich również Straż Graniczna – twierdzi Tomasz Badowski, rzecznik prasowy WBE. Wiadomo również, że WBE swoje drony eksportuje np. na Ukrainę.
– Miejsca na rynku jest dużo; w najbliższych latach ten segment będzie się rozwijał – ocenia Mariusz Cielma, analityk z „Dziennika Zbrojnego”. – Jeśli firma nie ma ambicji produkowania wielkich, uzbrojonych maszyn, udział w przetargu np. w programie Ważka (najmniejsze bezzałogowe) jest jak najbardziej możliwy. Znakomicie, że przedsiębiorcy piszą wszystkie kody w Polsce, ale to i tak w czasie zakupów dla MON będzie weryfikowane – dodaje ekspert.
Zgodnie z uchwałą Rady Ministrów z czerwca ubiegłego roku na program zwiększania naszych możliwości rozpoznania obrazowego i satelitarnego mamy wydać 2,5 mld zł. Duża część tej kwoty będzie przeznaczona na zakup bezzałogowców. Jeśli chodzi o rynek cywilny, to szacunki Komisji Europejskiej z ubiegłego roku mówią, że w 2024 r. w 28 krajach unijnych może on osiągnąć wartość nawet 15 mld euro rocznie.
Co planuje kupić polska armia
Nasza armia już dysponuje bezzałogowcami. Cały czas trwają jednak przygotowania do ich zakupu na większą skalę. Te, klasy MALE, mają trafić na wyposażenie sił zbrojnych w 2019 r. (zakup nosi kryptonim Zefir). Z kolei o Gryfa (czyli BSP klasy taktycznej) biją się m.in. WB Electronics do spółki z koncernem Thales oraz Polska Grupa Zbrojeniowa w konsorcjum z izraelskim Elbit Systems. W tym wypadku dostawy mają się zacząć już za dwa lata. Jeszcze w tym roku mają się zakończyć negocjacje związane z zakupem BSP krótkiego zasięgu Orlik oraz klasy mini (Wizjer). Polscy żołnierze dostaw mogą się spodziewać za dwa lata. Podobnie ma być w przypadku małych dronów pionowego startu (Ważka).