Firmy zgromadziły 233 mld zł. Tak dużych depozytów jeszcze nie miały. Wartość firmowych zaskórniaków w ciągu miesiąca wzrosła aż o 8,5 mld zł, czyli o ok. 3,8 proc. W porównaniu do stanu sprzed roku depozyty zwiększyły się o ponad 24 mld zł – wynika z danych, które wczoraj opublikował Narodowy Bank Polski.
To dobra i zła wiadomość. Dobra, bo świadczy o stabilności finansowej firm. – Rośnie im sprzedaż, koszty są pod kontrolą dzięki niskim cenom surowców, to przekłada się na dobre wyniki finansowe, które wcześniej widzieliśmy np. w danych GUS. Przedsiębiorstwa są w dobrej kondycji i akumulują płynność – tłumaczy Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.
Reklama
Gorzej, jeśli większe depozyty firm oznaczają naciskanie inwestycyjnego hamulca. Mówiąc inaczej: przedsiębiorcy dużo zarabiają, ale nie przeznaczają zysków na rozwój z obawy o pogorszenie koniunktury.

Reklama
Czy tak jest w istocie? Tu zdania ekonomistów są podzielone. Maliszewski uważa, że skłonność do inwestowania w przedsiębiorstwach jest niska, bo dynamika wzrostu depozytów jest większa niż wzrost inwestycji.
– W II kw. inwestycje co prawda wzrosły, ale to raczej głównie efekt projektów dużych firm, np. w energetyce. Pozostałe przedsiębiorstwa, jeśli już inwestują, to raczej w projekty o jednostkowo małej wartości, zorientowane na unowocześnienie i modernizację posiadanego już majątku produkcyjnego – mówi ekonomista Banku Millennium. I dodaje, że tego typu przedsięwzięcia raczej nie zwiększają mocy wytwórczych w firmach. Z drugiej strony wykorzystanie potencjału jest już wysokie, przedsiębiorcy teoretycznie powinni go zwiększać – ale tu barierą może być rosnąca niepewność w gospodarce europejskiej, a w szczególności w niemieckiej, związana z pogorszeniem koniunktury w Chinach czy ostatnią aferą Volkswagena.
Inny pogląd w tej sprawie ma Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Według niego gromadzenie przez firmy zaskórniaków w bankach wcale nie musi być oznaką strachu przedsiębiorców przed podejmowaniem ryzyka.
– Zwracam uwagę, że w tych samych danych NBP widać wyraźny wzrost kredytów przedsiębiorstw, on jest najsilniejszy od początku roku [wzrost o 8,3 proc. r./r. – red]. Co prawda nie mamy jeszcze informacji o strukturze tych kredytów, ale z danych z poprzednich miesięcy wynika, że rosną zwłaszcza kredyty inwestycyjne. A więc negatywnych sygnałów ze strony sektora przedsiębiorstw nie widać. Wręcz odwrotnie – ocenia Bielski.
Według niego przyrost firmowych lokat może być oznaką siły przedsiębiorstw, skoro stać je na chomikowanie nadwyżek finansowych w bankach i na wydatki inwestycyjne. Wzrost inwestycji w II kw. o 6,4 proc. – choć wyraźnie mniejszy niż w I kw. (11,4 proc.) – trudno uznać za oznakę gospodarczego spowolnienia.
– Tę siłę przedsiębiorstw widać także na rynku pracy, mamy przecież spadek bezrobocia do poziomów zbliżonych do rekordowo niskich. To również pochodna prorozwojowych działań firm – mówi ekonomista BZ WBK.
Jego zdaniem można się za to zastanawiać, czy przedsiębiorcy – zamiast akumulować środki – nie powinni zwiększać wynagrodzeń.
– Ten moment się zbliża: bezrobocie spada, wolnych rąk do pracy jest coraz mniej, a inwestycje nie słabną. W III kw. wzrosły zapewne o ok. 6 proc. To nie jest tak dużo jak w I kw., ale nadal przyzwoicie – podkreśla Piotr Bielski.