Magazyn „Forbes” opublikował ranking 2000 najpotężniejszych koncernów świata – listę, która jest barometrem procesów zachodzących w globalnym biznesie. Co z niego wyczytałem? Chiny konsekwentnie budują międzynarodową potęgę swoich korporacji. Choć pod względem liczebności w Global 2000 wciąż dominują firmy z USA (579), Chińczycy zdołali wspiąć się na drugą pozycję (232) i zepchnęli z niej Japończyków (216).
Co najbardziej zadziwiające, przejęli całą czołówkę zestawienia. W tym roku chińskie banki zajęły cztery pierwsze miejsca rankingu, detronizując amerykańskich gigantów, takich jak JPMorgan Chase, General Electric czy Bank of America, które triumfowały w 2010 r. Chinom niezwykle pomaga długa perspektywa myślenia – jak zresztą podkreśla szef Instytutu im. Bruce’a Hendersona Martin Reeves, to prezesi chińskich koncernów najczęściej pytają, co powinni robić, aby za 50 lat ich firmy nadal istniały i mogły umocnić swoją pozycję lub przynajmniej utrzymać się na zbliżonej do obecnej.
Na liście nie zabrakło też polskiego akcentu – w gronie największych koncernów znalazły się m.in. KGHM, PKO Bank Polski, PZU i PGNiG. Zestawienie „Forbesa” stawia je moim zdaniem w ciekawym świetle. Korzystając z klasyki BCG – chociaż z perspektywy naszego kraju narodowi czempioni mogą wydawać się prawdziwymi dojnymi krowami, to na tle globalnego biznesu są jeszcze nadal znakami zapytania.