statystyki

Przekleństwa i dobrodziejstwa funduszy unijnych

autor: Ignacy Morawski18.06.2015, 07:25; Aktualizacja: 18.06.2015, 08:13
Realne dane o handlu zagranicznym pokazują, że rośnie udział polskiego eksportu w handlu międzynarodowym, a także spada importochłonność eksportu.

Realne dane o handlu zagranicznym pokazują, że rośnie udział polskiego eksportu w handlu międzynarodowym, a także spada importochłonność eksportu.źródło: ShutterStock

Czy ściana kogoś kształci? Czy chodnik coś wymyśla?” – w ten sposób prof. Marek Kozak z Uniwersytetu Warszawskiego w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” rozjechał strategię rozwoju Polski opartą na wielkich inwestycjach infrastrukturalnych finansowanych z pieniędzy UE. Wywiad odbił się szerokim echem, prof. Kozak trafił bowiem na idealny moment. Wstrząs polityczny ostatnich tygodni sprawił, że ludzie powszechnie zaczęli zadawać sobie pytanie: co w Polsce nie gra? Dlaczego mimo relatywnie wysokiego wzrostu PKB i spadku bezrobocia wyborcy się buntują przeciw elitom?

Kozak twierdzi, że przyjęty model rozwoju to atrapa. Ładujemy pieniądze w infrastrukturę, która w dużej mierze jest bezproduktywna, a pomijamy rozwój wiedzy i kapitału ludzkiego. Chcemy podnieść sobie jakość życia, budując fasady, ale nie inwestujemy w solidne fundamenty długookresowego rozwoju. Wiele takich obserwacji jest boleśnie trafnych. Rzeczywiście część inwestycji infrastrukturalnych wydaje się kompletnie nietrafionych. Władze nie są zainteresowane dogłębną analizą kosztów i korzyści poszczególnych inwestycji – celem jest maksymalne wykorzystanie pieniędzy. A pieniądze na rozwój wiedzy i kapitału ludzkiego wydajemy źle i bez pomysłu. Już dawno ostrzegałem, by stonować hurraoptymizm, jakoby fundusze europejskie miały nam zapewnić jakiś skok cywilizacyjny – korzyści z nimi związane widzimy gołym okiem dziś, ale koszty nieefektywności ujawnią się za wiele lat.

Boję się jednak, by z jednej skrajności nie wpaść w drugą. Irytujące są teorie, jakobyśmy żyli w czasach świetlistego przełomu, przenoszącego nas ze świata przaśnych bazarów do supernowoczesności (taki był przekaz pamiętnego filmu z okazji 10-lecia wstąpienia Polski do Unii). Ale równie niesprawiedliwe są teorie, jakoby rozwój gospodarczy, jaki obserwujemy, był jedną wielką atrapą. Dlatego chciałbym podjąć w kilku punktach polemikę z poglądem o kompletnej bezproduktywności unijnych inwestycji.

Po pierwsze, infrastruktura, którą budujemy za unijne pieniądze, przynosi nam realne i wymierne korzyści. W wywiadzie pada teza: „nie ma naukowych dowodów na wpływ infrastruktury na rozwój”. Otóż takie dowody są. Większość badań ekonomicznych pokazuje pozytywną relację między nakładami na infrastrukturę a tempem rozwoju. Szczególnie dotyczy to sytuacji, w której zasoby infrastrukturalne są niskie, wtedy bowiem krańcowa produktywność kapitału infrastrukturalnego może być bardzo wysoka. A Polska jest w o tyle szczególnej sytuacji, że u nas poziom infrastruktury był do niedawna dramatycznie niski. W rankingu jakości infrastruktury transportowej World Economic Forum znajdujemy się na jednym z ostatnich miejsc w regionie, wyprzedzani nawet przez... Ukrainę. W takiej sytuacji przeznaczenie większości funduszy europejskich na ten cel wydawało się czymś oczywistym.


Pozostało 66% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane