Twórcy Barobota wierzą, że ich urządzenie zmieni oblicze barów tak, jak internet komunikację
Reklama
Barobot jest w stanie przygotowywać drinki maksymalnie z 12 składników. Z punktu widzenia użytkownika proces jest prosty: wystarczy wybrać interesujący nas napój na panelu dotykowym, a następnie podać robotowi kieliszek lub szklankę. Urządzenie samo przesunie szkło pod odpowiednie dozowniki i naleje wymaganą ilość trunków. Potem można się delektować smakiem drinka, patrząc, jak robot przygotowuje następnego. „Idealny barman, któremu nie trzeba zostawiać napiwku” – pisał z entuzjazmem o urządzeniu portal Digital Trends. – Co prawda Barobot nie pogada z nami ani nie wysłucha historii życia, ale też nie poderwie nam dziewczyny – śmieje się Konrad Klepacki, jeden z twórców urządzenia.
Oprócz Klepackiego (rocznik 1980) nad Barobotem pracował Artur Formella (rocznik 1987). W tym celu założyli firmę o nazwie Tesag. Znają się od lat, chociaż – jak mówi Klepacki – początek znajomości ginie gdzieś w mroku dziejów. Obydwaj to absolwenci gdańskich uczelni – Klepacki skończył zarządzanie na uniwersytecie, zaś Formella ma dyplom z elektroniki i telekomunikacji z politechniki. Na pomysł budowy Barobota wpadli na imprezie u Klepackiego w domu. – Miałem wtedy w barku mnóstwo butelek z różnego typu alkoholami. Pomyślałem, że fajnie byłoby zrobić z nich drinki – tylko kto pamięta przepisy? – wspomina Klepacki.

Reklama
Barobot rozwiązuje ten problem dzięki gigantycznej bazie receptur na tysiąc różnych drinków składających się z 20–25 najczęściej spotykanych składników. Użytkownik przed użyciem musi jedynie skonfigurować robota, informując go, do którego z 12 dozowników podłączony jest jaki typ napoju. Urządzenie obsługuje zarówno butelki szklane, jak i plastikowe, a nawet kartony do mleka i soków.
Maszyna powstawała przez półtora roku i do jej opracowania Klepacki i Formella zaangażowali kilku specjalistów z zewnątrz, w tym speca od wzornictwa przemysłowego. W zamierzeniu twórców Barobot był skierowany do entuzjastów, którzy chcieliby mieć takie urządzenie w domu, i z myślą o takiej grupie twórcy zaczęli kampanię crowdfundingową na Kickstarterze. Ale z zakładanych 90 tys. funtów (ok. 520 tys. zł) gdyńskim przedsiębiorcom udało się zebrać deklaracje na 14 tys. Zgodnie z regułami panującymi w serwisie, jeżeli cel zbiórki nie zostanie osiągnięty, twórcy nie otrzymują ani grosza. – Kampanię na Kickstarterze traktowaliśmy raczej w sposób marketingowy, chcąc wybadać, jakim powodzeniem urządzenie będzie się cieszyło wśród pierwszej grupy docelowej, na jaką liczyliśmy – mówi Klepacki.
Teraz firma bardziej liczy na firmy cateringowe i lokale rozrywkowe, choć wśród klientów trafiają się także osoby prywatne. Począwszy od sierpnia ubiegłego roku, firma sprzedała ok. 50 urządzeń, które trafiły nawet do San Francisco (cztery sztuki zamówione na adresy przy tej samej ulicy), ale chcieliby znacznie więcej. Dlatego firma już w tej chwili ma podpisane umowy na dystrybucję urządzenia w Skandynawii i Rosji, a liczy również na znalezienie partnera handlowego w Niemczech (w momencie, kiedy powstaje ten tekst, twórcy są na targach CeBIT w Hanowerze).
Klepacki mówi, że mają świadomość braków robota. Klienci najczęściej dopytują o mechanizm do dozowania lodu i shaker. I chociaż te elementy znacząco podwyższyłyby atrakcyjność Barobota, to razem z nimi znacznie zwiększyłyby się gabaryty urządzenia, a było ono konstruowane z myślą o konkretnych wymiarach, a mianowicie, żeby mieściło się na standardowej szafce o szerokości 90 cm. – Automat do lodu wymagałby wyposażenia Barobota w przestrzeń chłodniczą. Znacznie prostszy w implementacji byłby shaker, ale jeśli proces tworzenia drinka miałby być prawdziwie automatyczny, to musielibyśmy zamieścić także jakiś mechanizm czyszczący. To by pociągnęło za sobą konieczność stałego doprowadzania wody itd. Urządzenie nie miałoby już kompaktowych wymiarów – wyjaśnia Klepacki. Dodanie tych funkcjonalności znacznie zwiększyłoby również cenę urządzenia. Obecnie kosztuje ono 2099 dol., czyli 8,2 tys. zł (lub 1799 dol., czyli 7,1 tys. zł, w wariancie do samodzielnego złożenia), co jest nie do przełknięcia dla przeciętnego konsumenta, ale dla entuzjasty lub właściciela baru już tak.
Nie znaczy to jednak, że twórcy nie zamierzają rozwijać urządzenia. Najbardziej zaawansowane są prace nad wzbogaceniem menu drinków o opcję wyboru nie konkretnej receptury, ale smaku napoju. W ten sposób można będzie prosić maszynę o podanie sugestii drinków, które są słodkie, kwaśne itd. W przyszłości zaś przedsiębiorcy z Gdyni planują Barobota, który działałby jak automat z napojami. Chodziłoby o to, żeby właściciel klubu mógł postawić takie urządzenie gdzieś u siebie, odciążając w ten sposób bar i nie martwiąc się o proces płatności. Rozwoju tej konstrukcji – jak również dalszej ekspansji zagranicznej – twórcy chcieliby dokonać przy pomocy partnera, który sfinansowałby dalszy rozwój firmy.
Nie tylko Polacy dostrzegli, że automatyzacja obsługi barowej to niewykorzystana nisza rynkowa. – Zawód barmana i podawanie drinków nie zmieniły się od wieków – mówił podczas konferencji Disrupt SF w 2013 r. Barry Givens, jeden z twórców Monsieura – maszyny o podobnej funkcjonalności co Barobot. Jej twórcom udało się pod koniec ub.r. zebrać 2 mln dol. kapitału na rozwój konstrukcji. Do grupy innych pomysłów należą specjalne shakery skomunikowane ze smartfonami, tj. B4RM4N czy The Barman. Pierwszy nie uzyskał zakładanego finansowania na Kickstarterze i jego los na chwilę obecną jest niepewny. Twórca drugiego urządzenia również sięgnął po crowdfunding. W przypadku The Barmana kampania zakończyła się sukcesem, a pierwsze urządzenia trafiają już do pierwszych klientów. Niestety, jak to często bywa w przypadku projektów finansowanych przez Kickstartera, pierwsi użytkownicy skarżą się na masę niedoróbek.
Robot nie pogada z klientem, ale też nie poderwie mu dziewczyny