Rozpoczęła się kolejna próba wydobycia strefy euro ze stagnacji, do której dołączyło też zagrożenie deflacją
Maszyny drukarskie w strefie euro ruszyły – tak obrazowo przedstawia się zwykle początek działań Europejskiego Banku Centralnego oraz banków centralnych krajów strefy euro. Od wczoraj skupują one bezpośrednio z rynku obligacje w nadziei, że banki i inni inwestorzy uwolnioną gotówkę przeznaczą na finansowanie wzrostu gospodarczego, na przykład w postaci nowych kredytów. Co miesiąc w system finansowy ma być wpompowane 60 mld euro. Program potrwa przynajmniej do września 2016 r.
To potrzebne, ponieważ od dłuższego czasu kredytów w eurolandzie ubywa – w styczniu ich wartość była o 0,1 proc. mniejsza niż rok wcześniej, ale np. w listopadzie spadek wynosił jeszcze 0,9 proc. w skali roku. Brak koła zamachowego w postaci kredytu odbija się na wynikach całej gospodarki: w I kw. 2014 r. PKB w strefie euro był o 1,1 proc. wyższy niż rok wcześniej, ale w kolejnych trzech kwartałach wzrost nie przekraczał już 1 proc.