Trzeba to w końcu powiedzieć: TTIP nie jest porozumieniem o wolnym handlu sensu stricto. Bo choć ma zlikwidować bariery w przepływie towarów (chcemy, by UE uległa Waszyngtonowi i zniosła m.in. obowiązek wskazywania obecności GMO na etykietach produktów?), to głównym jej zapisem jest mechanizm rozwiązywania sporów między państwami a inwestorami. Gdy TTIP wejdzie w życie, prywatne firmy będą mogły – omijając sądy krajowe – pozywać państwa przed orzekające w tajemnicy sądy arbitrażowe. Życzę powodzenia rządowi w Warszawie, gdy polscy rolnicy wejdą w konflikt z Monsanto, amerykańskim koncernem produkującym genetycznie modyfikowane nasiona, lub firmą Cargill, gigantem dostarczającym towary i usługi dla przemysłu rolno-spożywczego. Ekonomia skali, z której korzystają mocno subsydiowany sektor rolniczy USA i amerykańskie korporacje w ogóle, w połączeniu ze wsparciem ze strony władz w Waszyngtonie uczynią taki spór z góry przegranym.
NAFTA nie przyniosła korzyści Meksykowi