Baldwin dowodzi, że w ostatnich latach coraz wyraźniej widać nie cofanie się globalizacji, lecz raczej jej coraz głębsze pęknięcie. Polega ono na tym, że umiędzynarodowienie handlu doprowadziło do powstania dwóch zupełnie różnych światów. Jeden z nich to wymiana towarowa. Tutaj faktycznie zdaje się, że apogeum mamy za sobą. Światowy wolumen obrotów handlowych wzrósł z 19 proc. światowego PKB w 1960 r. do 29 proc. w 1993 r., a potem dostał turbodoładowania (szczytowa faza globalizacji), dochodząc do 50 proc. w 2008 r. Następnie mieliśmy dekadę stabilizacji (nieco poniżej 50 proc.) – aż do pandemii koronawirusa. Dziś udział handlu towarowego w globalnym PKB to ok. 43 proc. Na podstawie tego wykresu większość ekonomistów twierdzi, że szczyt globalizacji mamy już za sobą. A teraz będzie z górki.
Istnieje jednak jeszcze drugi – równoległy – świat globalizacji anonsowany przez Richarda Baldwina. To światowy obrót usługami, który zdaje się niewiele sobie robić z pogłosek o końcu globalizacji. Jeśli popatrzymy na udział usług w międzynarodowym handlu, to żadnego peaku (jak mówią ekonomiści) tam nie widać. Zjawisko to dopiero się rozkręca. W 1975 r. usługi stanowiły 6 proc. światowego handlu. Do 1995 r. urosły zaledwie do 8 proc. Ale w 2008 r. ich udział sięgał już 12 proc. W 2019 r. mamy nowy rekord – 14 proc. W przypadku usług tendencja jest więc od dekady inna niż w przypadku obrotu towarami. Tam już z górki, tu ciągle na wznoszącej.