statystyki

Między uczniem a komputerem musi być chemia. Dosłownie

autor: Jakub Kapiszewski03.02.2015, 07:39; Aktualizacja: 03.02.2015, 08:59

Gry edukacyjne nowej generacji mają zapewnić gdańskiej CTAdventure światowy rozgłos.

Nie mają łatwego życia. Były już w debacie publicznej oskarżane o propagowanie przemocy, postaw dalekich od prospołecznych czy podważanie wartości kluczowych z punktu widzenia procesu wychowania. W utrwaleniu takiego obrazu pomagały nieliczne incydenty, w których odstawione od komputera dzieci reagowały przemocą. Pominąwszy skrajne przypadki, gry w oczach wielu rodziców mogą w najlepszym wypadku liczyć na status niezbyt produktywnej formy spędzania wolnego czasu przez ich pociechy.

To może się jednak zmienić, a to dzięki coraz częściej pojawiającym się na rynku grom edukacyjnym, które profesjonalizmem wykonania w niczym nie ustępują bardziej rozrywkowym produkcjom. To pewna nowość w stosunku do tego typu oprogramowania tworzonego przed laty, które często oprócz ubogiej oprawy bardziej przypominało przeniesiony na ekran wykład. – Zazwyczaj traktujemy gry komputerowe i produkty edukacyjne jako odrębne kategorie. To błąd, bowiem produkty edukacyjne powinny być jak gry i wciągać jak gry, a to oznacza, że muszą być interaktywne. To jest standard, do którego przyzwyczajeni są młodzi odbiorcy. Nie jesteśmy w stanie zawrócić kijem Wisły, w związku z czym te dwie kategorie trzeba połączyć – mówi Marek Trojanowicz, prezes CTAdventure.

Gdańska firma powstała w lutym 2013 r. z zamiarem wykorzystania technologii rozszerzonej rzeczywistości. Zresztą nawet nazwa przedsięwzięcia jest pochodną ich pierwotnego zamiaru, jakim miała być interaktywna gra miejska (stąd CTAdventure – CT jest fonetycznie zbliżone do angielskiego „city”, czyli miasto, a adventure to oczywiście przygoda). Jednak bardzo szybko założyciele – Mateusz Marmołowski i Marek Trojanowski – postanowili wykorzystać rozszerzoną rzeczywistość do stworzenia gry edukacyjnej. Nazwali ją „Professor Why”, czyli „Profesor Dlaczego”. Prace nad nią trwały rok i pochłonęły 600 tys. zł. Trud został jednak doceniony – w grudniu ub.r. w Kopenhadze, gdzie właściciele firmy odebrali z rąk następcy tronu księcia Fryderyka nagrodę Creative Business Cup.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane