Wzrost wartości rubla daje nadzieję na stabilizację, ale nie da się wyrokować, czy uda się ją osiągnąć i utrzymać - uważa Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. Po dużych spadkach na początku tygodnia, w środę rosyjska waluta zaczęła zyskiwać na wartości.

Jest zbyt dużo niewiadomych - mówi Kuczyński i wymienia kolejne wątpliwości: nieokreślona przyszłość rosyjskiego kryzysu, nieznany wpływ nowych sankcji Zachodu i odpowiedź na nie ze strony Kremla, czy kwestia ewentualnej reakcji Rosji na perspektywy integracji Ukrainy i NATO. Kluczowe znaczenie dla wartości rubla i moskiewskich indeksów giełdowych ma jednak według analityka cena ropy, która taniała ostatnio z kilku powodów: walki ekonomicznej z Rosją, gry funduszy spekulacyjnych, gry Arabaii Saudyjskiej która chciała osłabić Amerykanów, a także stosunku podaży do popytu, co było w opinii Kuczyńskiego najmniej istotnym powodem. Dalszy przebieg sytuacji jest według eksperta nie do przewidzenia.

Jak mówi Kuczyński - inwestowanie w rubla bądź rosyjskie akcje jest obciążone potężnym ryzykiem. Bankructwo jednak na razie Rosji nie grozi, bo rezerw powinno starczyć na 2-3 lata - ocenia analityk.

Ekspert zwraca uwagę, że niektóre platformy wymiany walut wstrzymały już detaliczny obrót rublem. Kuczyński podkreśla też, że nie sankcje i działania rosyjskich banków, a dalsze ceny ropy będą miały teraz największe znaczenie dla wartości rosyjskiej waluty i sytuacji na moskiewskiej giełdzie. Dlatego też Bank Centralny Rosji lepiej by zrobił, gdyby zamiast ratować kurs rubla, przekierował te same finanse na rynek kontraktów na ropę, co umożliwiło by zapewnienie bezpiecznych dla Rosji cen paliwa - podsumowuje Kuczyński.

Reklama