Reklama
W I kwartale tego roku w polskich fabrykach powstało 4,8 mln par butów. Dla porównania, przed rokiem było to ponad 7,23 mln - wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Wygląda więc na to, że szykuje się kolejny spadkowy rok w tej branży. Co za tym idzie, nadzieja na jej odbudowę blednie.
Według ekspertów Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego najpierw plany pokrzyżowały rosnące koszty wytwarzania butów w kraju. Firmy, szukając oszczędności, ponownie zaczęły wyprowadzać produkcję poza kraj. Potem doszła pandemia, która zahamowała popyt nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Według PMR w 2020 r. sprzedaż w segmencie odzieży i obuwia spadła o ponad 16 proc. W 2021 r. odnotowała już odbicie, choć wciąż pozostaje na poziomie niższym niż przed pojawieniem się koronawirusa.
Głównym problemem nie jest brak popytu. - Jest nim natomiast zmiana, jaka w nim nastąpiła. Pojawiła się moda na wygodne obuwie sportowe w różnych odsłonach. Tymczasem w jego wytwarzaniu specjalizuje się Azja. Polska jest znana z produkcji skórzanych butów wyjściowych i całodziennych. W tym mamy największe doświadczenie i renomę. Tymczasem to obuwie straciło na popularności od czasu wybuchu pandemii. Duża w tym zasługa pracy zdalnej - zauważa Mariusz Babral, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego.
Poza tym coraz większą popularnością cieszą się tanie buty, do których obuwie skórzane wytwarzane w Polsce nie należy. To z kolei efekt malejącej zasobności portfeli Polaków, w związku z inflacją.

Reklama
Mamy ponad 3 tys. zakładów produkcji obuwia lub jego elementów
Tezę tę potwierdzają dane GUS, zgodnie z którymi produkcja butów skórzanych kurczy się najbardziej. W I kwartale tego roku powstało ich w polskich zakładach zaledwie 818 tys. par, wobec 1,3 mln przed rokiem.
- W pewnym stopniu przyczyniło się do tego ograniczanie produkcji przez czołowego gracza na rynku. W zeszłym roku grupa CCC ogłosiła, że zamyka fabrykę w Słupsku, której stała się właścicielem po przejęciu marki Gino Rossi - mówi Mariusz Babral.
Produkcja została przeniesiona do zakładu w Polkowicach, którego moce również z każdym rokiem ulegają ograniczaniu.
CCC rocznie sprzedaje około 60 mln par butów. Jeszcze w 2018 r. około 35 proc. z tego powstawało w Polskich fabrykach, w tym w zakładzie w Polkowicach. Według danych za 2021 rok było to 27 proc. A to oznacza, że tracą również zakłady współpracujące z największymi markami, które nie tylko zamykają własne zakłady, ale też zlecają coraz mniej produkcji na zewnątrz.
Marcin Czyczerski, prezes CCC zwraca uwagę, że produkcja w kraju przestaje być opłacalna, zagraniczne fabryki oferują produkt takiej samej lub nawet lepszej jakości przy zachowaniu atrakcyjniejszych warunków płatności.
- Rolę w tym wszystkim ogrywa też coraz mniejszy dostęp do fachowców. Starsi specjaliści odchodzą na emeryturę, a wolne miejsce po nich nie jest wypełniane. Młodzi ludzie nie garną się do tego zawodu, przez co coraz trudniej znaleźć zakład, któremu można zlecić produkcję - dodaje Sławomir Strycharz, dyrektor finansowy w spółce Wojas. Podkreśla, że firma nie zamierza na razie ograniczać swoich mocy produkcyjnych w Polsce. A to oznacza, że chce utrzymać produkcję na poziomie około 500 tys. par rocznie.
- Stawiamy na jakość, która jest możliwa, gdy produkcja ma miejsce w kraju - zaznacza Sławomir Strycharz.
Zdaniem ekspertów, polski rynek ma szanse zyskać z powodu ponownych zawirowań dotyczących dostaw z Azji, związanych z pandemią. A to oznacza, że fabryki mogą odnotować wzrost zleceń. Producenci będą woleli zapłacić więcej, by mieć pewność, że towar dotrze na czas przed sezonem. Według specjalistów nie spowoduje to jednak rewolucji na rynku, tylko chwilowe ożywienie. Motorem napędowym mogą być też nowi konsumenci z Ukrainy, ale głównie w przypadku tańszego obuwia, gdyż kryterium cenowe będzie ważne dla nich przy wyborze; zwłaszcza do czasu, aż nie znajdą stałej pracy w Polsce. Zatem zyskiwać będą ci producenci i fabryki, które stawiają na buty z niższej półki.
Dziś w kraju działa ponad 3 tys. zakładów specjalizujących się w produkcji obuwia lub jego elementów. Większość z nich to mali i średni wytwórcy. ©℗
Buty w dołku / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe