Styczniowy wzrost sprzedaży nowych samochodów w Niemczech o 32 proc. czy w Wielkiej Brytanii o 27,5 proc. nie oznacza poprawy w sektorze. Wyniki są znacznie gorsze niż w 2020 r., a to, że w części państw europejskich sprzedaż zauważalnie rośnie, to w dużej mierze efekt niskiej bazy sprzed roku, kiedy obowiązywały covidowe obostrzenia znacznie tłumiące zainteresowanie klientów. Teraz zmartwieniem dealerów w głównej mierze jest ograniczona podaż. - Wciąż problemem są dostawy komponentów, przez które produkcja nie może iść pełną parą. Początek 2021 r. był niezły, a zapasy magazynowe u producentów były wysokie, stąd przed rokiem wyniki były znacznie lepsze niż obecnie - wskazuje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
W Polsce w styczniu sprzedaż nowych samochodów spadła aż o 10 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Rynek kurczy się już siódmy miesiąc z rzędu w porównaniu rok do roku. Styczniowa sprzedaż okazała się również niższa od grudniowej. Wojciech Drzewiecki tłumaczy, że w naszym kraju oprócz problemów z podażą początek roku przyniósł również zmiany po stronie popytu. - Może on być niższy z powodu inflacji, rosnących kosztów po stronie firm i rat za sprawą podnoszonych stóp procentowych. Nie pomaga też Polski Ład - zakup auta to spory wydatek, a wiele osób nie wie do końca, na czym stoi - ocenia prezes IBRM SAMAR.