Niemal cały nasz trzydziestoletni (już z roczną górką) marsz ku gospodarce rynkowej odbywał się w takt mniejszych czy większych kryzysów gospodarczych, które dotykały różnych części świata. Czasem bardzo daleko, lecz w dobie narastającej globalizacji – co dotyczy zwłaszcza rynków finansowych – to, ile godzin samolotem dzieli nas od kraju, który właśnie popadł w tarapaty, nie ma tak wielkiego znaczenia. Może poza takim, że gdzieś jeszcze nie otwarto giełd, podczas gdy w innej części świata indeksy się już załamały.
Te krachy czasem nas nieco spowalniały, czasem trochę poniewierały, ale od wyjścia z recesji transformacyjnej, z okresu spadku aktywności gospodarki, która towarzyszyła przestawieniu jej z torów centralnego planowania na wolny rynek, aż do 2020 r. nie było ani jednego roku, w którym produkt krajowy brutto by spadł.